W tym odcinku przenosimy się…

W tym odcinku przenosimy się z ośnieżonych szczytów Kaukazu do rozgrzanej słońcem Afryki. Większość tekstu będzie poświęcona Egiptowi i tradycji koptyjskiej oraz Aksum, będącym jej „pochodną”. Jeśli denerwowały was dziury źródłowe w poprzednim odcinku, to spieszę z informacją, że w tym odcinku będzie tylko gorzej. O Nubię, Libię i Afrykę północno-zachodnią niestety tylko się otrzemy – brak nam sensownego materiału źródłowego, a miejscowe kościoły i ich tradycje nie przetrwały do czasów nam współczesnych.
A więc kościół koptyjski. Na wstępie należy zaznaczyć jedną ważną rzecz – rodowód egipskiego chrześcijaństwa jest jak najbardziej rzymsko-helleński, a to dlatego, że wspólnoty w początkowej fazie powstawały tam w obrębie zhellenizowanych miast (a przynajmniej nie mamy podstaw by sądzić, że było inaczej). Duchową stolicą była zaś od początku Aleksandria, która cieszyła się przy okazji sławą najważniejszego ośrodka intelektualnego cesarstwa.
W interesującym nas okresie Egipt był żyznym polem dla różnego rodzaju kultów i religii. Działali tu misjonarze przeróżnych proweniencji – chrześcijanie, gnostycy, manichejczycy, lokalne i obce kulty pogańskie, mazdaiści, a nawet buddyści (według Duranta). Konkurencja była zatem ostra i nie zmalała nawet długo po tym, jak rzymscy cesarze zdecydowali się ostatecznie na opowiedzenie się po stronie protoortodoksyjnej. To nie przypadek, że większość znalezisk dotyczących pism gnostyckich i apokryficznych pochodzi z Egiptu.
I bez wymienionych wyżej wpływów, miejscowe tradycje religijne były bardzo bogate. W miastach posiadały one domieszkę pierwiastka helleńskiego. I tak na przykład, w Aleksandrii bardzo popularny był synkretyczny kult Serapisa. Egipt nie tylko przyjmował, ale także dawał. Na innych ziemiach należących do cesarstwa, czczono bóstwa rodem z kraju faraonów. Szczególną popularnością cieszyły się kulty Ozyrysa i Izydy, którą to niektórzy wynosili wręcz do roli Boga (w sensie Najwyższej Istoty, której inne bóstwa są emanacjami).
Warto również zauważyć, że w wierzeniach egipskich znalazło się bardzo wiele motywów, które (według jednych badaczy) mogły inspirować niektóre elementy nauczania chrześcijańskiego albo (według innych) zazębiać się z nim. Bardzo szeroko popularny był na przykład Ozyrys, wpisujący się w motyw boga, który umiera i zmartwychwstaje. Zdaniem Frazera chrześcijaństwo dużo zawdzięcza Egiptowi, aczkolwiek współcześni badacze krytykują go za paralelizm na siłę i upraszczanie tak, aby pasowało pod z góry założoną tezę. Ta kwestia, choć ciekawa, wykracza poza odcinek. Jak będę miał chwilkę to coś na ten temat skrobnę.
Chrześcijaństwo wystartowało (jak się przypuszcza) głównie wśród diaspory zamieszkującej miasta w Delcie Nilu. Bardzo szybko jednak zaczęło się szerzyć także wśród zhellenizowanych pogan, zamieszkujących miasta na północy. W II wieku na większą skalę zaczęło ono przenikać w głąb kraju, co poświadczają znaleziska archeologiczne, takie jak na przykład odnalezienie pism chrześcijańskich w mieście Oksyrynchos.
Co do legendarnych początków, to Meinardus cytuje koptyjskie podania, wiążące początki chrześcijaństwa z pobytem Świętej Rodziny w Egipcie. Według tychże podań, jakaś część mieszkańców Egiptu, która weszła w kontakt z Jezusem, rozpoznała w nim Boga i „nawróciła się”. Inne teksty mówią o działalności misjonarskiej apostoła Marka, który miał działać w Aleksandrii, gdzie, przy okazji jednej z wizyt, został umęczony.
Ta druga opcja nie jest niedorzeczna, ale jest bardzo wątpliwe, żeby tradycja i późniejsze, oparte na niej legendy, wiarygodnie przekazywały szczegóły na temat działalności Marka. Wydaje się, że jeśli faktycznie działał w Aleksandrii, to raczej wśród diaspory. Tym niemniej postać apostoła była i jest bardzo ważna dla lokalnego kościoła, a jego zwierzchnik uważany jest, ni mniej ni więcej, za następcę Marka.
W III wieku chrześcijaństwo zdobywało sobie coraz więcej wyznawców i pojawiają się dowody na pierwsze wspólnoty koptyjskie, czyli posługujące się ówczesnym językiem egipskim. Mimo silnych wpływów helleńskich, prowincja i część miast Egiptu pozostawały przy lokalnej kulturze i języku. Ten okres, to także pierwsze większe prześladowania. Zarówno ze strony państwa, na przykład za Sewera w 202 roku, jak i tumultów, których przykładem mogą być zamieszki w Aleksandrii w 249 roku.
Nie zahamowały one jednak wzrostu liczby wyznawców mimo, że na pewno mocno odbiły się na tradycji lokalnego kościoła. Wiemy to choćby stąd, że Koptowie mają kalendarz liturgiczny, który liczy lata od 284 roku p.n.Ch. i te lata, to nie jakieś tam Roki Pańskie czy nasze ery, ale… Anno Martyrum (Rok Męczenników). Wybór 284 na 1 rok, to nie przypadek – cesarzem został wówczas Dioklecjan, który mocno dał się we znaki chrześcijanom, także (a może przedewszystkim) egipskim.
Masowe konwersje wśród Koptów (nazwa pochodzi od określenia Egipcjanina z mykeńskiej greki) datuje się na przełom III i IV wieku. Było to możliwe dzięki rozwojowi monastycyzmu, przedsięwzięciom misjonarskim i ustandaryzowaniu koptyjskiego piśmiennictwa. Taylor uważa, że najważniejszym czynnikiem była właśnie popularność monastycyzmu wśród miejscowych chrześcijan. Surowy tryb życia zaskarbiał miejscowym cenobitom wiele szacunku wśród Koptów. Ogólnie zasługują oni na osobny wpis i tak też się stanie.
Surowość i ascetyzm nie były jednak jedynymi rzeczami, które miejscowy kościół mógł zaoferować. Aleksandria skupiała i przyciągała wielu intelektualistów i część z nich zainteresowała się chrześcijaństwem, a w konsekwencji nawróciła. Jednym z takich zawodników był Pantaneusz, stoicki filozof rodem z Sycylii. Pod koniec II stulecia związał się on z aleksandryjską szkołą katechetyczną, kształcącą kolejne pokolenia chrześcijańskich intelektualistów. Związani z nią byli, między innymi, Atenagoras z Aten, Klemens Aleksandryjski, Teognostus, Dydym Aleksandryjski czy Orygenes. Ci panowie również niedługo doczekają się osobnego wpisu (i tak @Michelney, będzie Synezjusz).
Jej działalność była bardzo ważna dla zachowania osiągnięć świata starożytnego dla następnych pokoleń i kultury chrześcijańskiej. Wbrew poglądom pisarzy wczesnochrześcijańskich, takich jak Tertulian, aleksandryjska szkoła katechetyczna twierdziła, że nie ma konfliktu między objawieniem a filozofią (czyli, na tamte czasy, nauką). Wprost przeciwnie, jedno uzupełnia drugie i pozwala wierzącym pełniej poznać i zrozumieć Boga i jego dzieła. Zupełnie inne podejście niż tertulianowe: „Nie chcemy żadnych dyskusji po tym, jak posiedliśmy Jezusa Chrystusa…”.
Z działalnością intelektualną i oświatową związany jest kolejny czynnik, który umożliwił narodziny tradycji koptyjskiej. Pod koniec III wieku ustandaryzowano piśmiennictwo koptyjskie i od tego momentu coraz więcej tekstów chrześcijańskich było spisywanych w tym właśnie języku, a nie po grecku. Umożliwiło to wymianę myśli i idei między helleńskimi miastami, a koptyjską prowincją. W ten sposób możliwe stało się stworzenie jednej wspólnoty. Według Taylora, pod koniec III stulecia Egipt miał przeszło 100 świątyń chrześcijańskich.
Efekty upowszechnienia się chrześcijaństwa wśród „ludu” były takie, że od IV stulecia patriarchowie aleksandryjscy mieli bardzo dużo do powiedzenia przy okazji sporów dotyczących formułowania się ortodoksyjnej doktryny. Olbrzymia popularność i masowość chrześcijaństwa w Egipcie miały także drugą stronę – wielu wiernych nie zgadzało się z oficjalną linią i tworzyło własne interpretacje. Jedna z ważniejszych kontrowersji w dziejach chrześcijaństwa – ariańska, miała swoje korzenie w Egipcie. O gnostykach już wspominałem.
Dzieje koptyjskiego kościoła, jego działalności intelektualnej, politycznej i monastycznej są bardzo bogate. Na nasze jednak nieszczęście (a moje szczęście) większość źródeł dotyczy późniejszych czasów, od IV-V wieku w górę, a my jednak jesteśmy wciąż przy II i III stuleciu (no dobra, czasem nieśmiało zahaczymy o IV wiek). Do tematu wrócimy w swoim czasie, a tymczasem zrobi się jeszcze trochę egzotyczniej, bo naszym następnym przystankiem jest Nubia.
Będzie to, jak już wspominałem, krótki przejazd. Nubia to nazwa krainy historyczno-geograficznej, leżącej na południe od ziem egipskich, między I a VI kataraktą. Nie poświęcimy jej tutaj dużo miejsca, gdyż dla interesującego nas przedziału czasowego brak przekonywujących dowodów. Jedyne co mamy, to spekulacje na temat związków z Egiptem i syriackimi kupcami. To znaczy same wpływy kultury egipskiej i obecność syryjskich kupców nie są spekulacją, tylko dobrze potwierdzonym faktem. Nie wiemy jednak czy miało to jakieś znaczenie dla dziejów miejscowego chrześcijaństwa.
Twierdząco na tę pytanie odpowiada Michałowski, który uważa, że pierwszymi chrześcijanami w Nubii byli mieszkańcy Egiptu, którzy uciekali na południe w obawie przed prześladowaniami albo z powodów niekoniecznie związanych z religią. Chrześcijaństwo mogli również przynosić kupcy, podróżujący szlakiem z Asuanu. Wpływy chrześcijaństwa zapewne wzrosły wraz z konwersją cesarstwa w IV wieku. Miejscowy kościół jednak nie wytrzymał próby czasu, dlatego też brak nam informacji z lokalnych źródeł i tradycji.
Uchwytne ślady istnienia wspólnot chrześcijańskich zaczynają się dopiero od V wieku, Dzięki wykopaliskom wiemy, że na początku piątego stulecia Nubia miała chrześcijańskie klasztory i pochówki. Wydaje się mało prawdopodobne żeby wyrosły ot tak, nagle. Z racji ich znaczenia i zainwestowanych środków wydaje się, że był to efekt procesu, który rozpoczął się wcześniej.
Nie mamy jednak żadnych wiarygodnych źródeł ani nawet legend, z których moglibyśmy wysnuć jakieś w miarę sensowne przypuszczenia. Z tego powodu nie będziemy wchodzić w ten temat. To, co wiemy pochodzi z czasów późniejszych, a my chcemy zachować jakiś porządek chronologiczny. Ostatnią rzeczą, którą mogę się podzielić jest ciekawostka, że duży wkład w studia nad chrześcijańską Nubią mieli polscy uczeni.
Idziemy dalej na południe i tym sposobem trafiamy na tereny Rogu Afryki, gdzie od I wieku dominowało królestwo znane jako Aksum, do którego tradycji nawiązuje współczesna Etiopia i Erytrea. Swoją siłę i znaczenie Aksum zawdzięczało między innymi temu, że leżało w pobliżu szlaków handlowych łączących Afrykę i południową Arabię i dalej, także Indie i kraje Azji Południowo-Wschodniej.
Gdzie handel tam pieniądze. Mimo generalnych skojarzeń, związanych z Afryką, jako miejscem zacofania i relatywnej słabości pod każdym względem w stosunku do reszty świata, Aksum było ważnym graczem w regionie i rozdawało karty w kontaktach z sąsiadami (zarówno afrykańskimi jak i arabskimi). Autorzy starożytni wymieniali je, jako mocarstwo na równi z Persją, Rzymem i Chinami. Wytworzyło ono także oryginalną kulturę, której część znalazła ujście w piśmiennictwie i architekturze chrześcijańskiej.
Aksum zamieszkiwała ludność pochodzenia semickiego oraz kuszyckiego. Ci drudzy byli jednak poddani wpływom semickim tak silnym, że niemal wyparły one starsze zwyczaje i języki. Generalnie ten region rogu Afryki był kotłem, w którym mieszała się miejscowa ludność z semickimi migrantami z półwyspu Arabskiego oraz przybyszami z innych stron świata. Mocne były zwłaszcza wpływy helleńskie – wiemy o kilku władcach, którzy odebrali wychowanie i wykształcenie w zgodzie z najlepszymi wzorami paidei.
To wszystko sprawiało, że życie religijne regionu było bardzo zróżnicowane. Wiemy, że większość plemion miała swoje kulty, będące oryginalną mieszanką tradycji przyniesionych przez semickich przybyszów z Arabii oraz wierzeń lokalnych. Obecni byli tu jednak także czciciele greckich, egipskich i mezopotamskich bogów. Możemy się domyślać, że nie zabrakło również kultów indyjskich i perskich.
No i Żydzi. Zdanie rozpoczynające jeden z poprzednich akapitów można by rozwinąć: „a tam gdzie pieniądze, tam Żydzi”. Aksum miało diasporę z długimi tradycjami życia w regionie. Wpływy żydowskie musiały być bardzo mocne, zwłaszcza na chrześcijaństwo, z racji tego, że ma ono wiele elementów wywodzących się z tych właśnie wierzeń i tradycji. I tak na przykład, po dziś dzień miejscowy kościół do pewnego stopnia przestrzega przepisów rytualnych, dotyczących jedzenia i obrzezania. Obchodzi również szabat.
Tradycyjne podania mówią o działalności Mateusza Apostoła w Etiopii, ale brak na to przekonujących dowodów. Nowy Testament podaje, że mieszkańcy Etiopii byli obecni w czasie Pięćdziesiątnicy. Jest wielce prawdopodobne, że działali tu judeochrześcijańscy misjonarze (zapewne wśród swoich krewniaków) jak i syriaccy – w końcu region ten leżał na skrzyżowaniu szlaków handlowych z Indiami, a zarówno Żydzi jak i Aramejczycy byli w tym handlu bardzo aktywni.
Oprócz tego, ze źródeł wiemy, że dwór królewski utrzymywał zażyłe stosunki ze światem kultury helleńskiej i już król Zoskales, żyjący w I wieku n.e. znał grekę. Z zapisków Euzebiusza wiemy, że na dworze Konstantyna przebywali Etiopczycy mający świadomość tego, że władca ten sprzyja chrześcijaństwu. Zdaniem Mekourii, czynnik ten zadecydował o konwersji dworu królewskiego w pierwszej połowie IV wieku (ehhh Andrzej, znowu oszukujesz).
Inaczej widzi to Tarike Neguest, podanie dotyczące okoliczności chrztu Aksum. Potwierdzają je wzmianki z pism Euzebiusza i Rufina z Akwilei. Historia dotyczy dwóch braci – Frumencjusza i Edezjusza. Bracia pochodzili z Tyru, a ich wuj Meropiusz, był filozofem. Rodzinka wyruszyła w podróż do Indii, ale w drodze powrotnej, prawdopodobnie na Morzu Czerwonym, zostali zaatakowaniu przez piratów. Meropiusz zginął, a bracia dostali się do niewoli.
Ostatecznie skończyli na dworze króla Aksum, Ousanasa. Ten, wzorem swoich przodków, bardzo cenił sobie grecką kulturę, więc odnosił się do swoich wykształconych i biegłych w „greckiej sztuce” gości bardzo życzliwie. Edezjusz dostał wysoki urząd, a Frumencjusz zaszczyt nauczania królewskich dzieci. Gdy Ousanas umarł, bracia pozostali w Etiopii, na życzenie królowej, która chciała, aby następca tronu – Ezana, był pełnoletni, kiedy greccy doradcy wyjadą.
Tak też się stało i Edezjusz powrócił w końcu do Tyru, a Frumencjusz udał się do Aleksandrii, gdzie zdał relacje z ostatnich kilku lat patriarsze Atanazjuszowi. Ten dostrzegł szansę w przychylnym nastawieniu dworu etiopskiego do Frumencjusza i poprosił go o wzięcie udziału w misji. Oczywiście uzyskał zgodę. Starszy z braci wrócił do swojego wychowanka Ezany i sobie tylko znanymi sposobami nakłonił go do chrztu. Za jego przykładem poszedł dwór i możnowładcy.
Oczywiście przejście ze starej religii w nową nie odbyło się płynnie. Widać to na przykład po inskrypcjach stworzonych za panowania Ezany – są one napisane tak, że można się w nich doszukać odniesień zarówno do chrześcijaństwa, jak i pogańskich wierzeń. Jeśli teoria Mekourii jest prawdziwa, to władca ten zdawał sobie sprawę, że z jednej strony potrzebuje, aby władcy Rzymu patrzyli nań życzliwszym okiem, a z drugiej, nie może sobie pozwolić na otwarty sprzeciw znacznej części poddanych.
Appleyard twierdzi, że konwersja Aksum była podręcznikowym przykładem działania z góry na dół i że przez wiele lat nowa religia była domeną elit politycznych i społecznych. Jego zdaniem, upowszechnienie się chrześcijaństwa zaczęło się na przełomie V/VI wieku (teraz to już serio oszukuję). Wskazuje tutaj na etiopskie podania o Dziewięciu Świętych, to jest misjonarzach z Cesarstwa. Przypisuje się im przetłumaczenie Biblii na ge’ez (miejscowy język) i stworzenie sieci klasztornej i parafialnej, która umożliwiła efektywną chrystianizację kraju.
Co ciekawe mimo, że mamy kilka źródeł traktujących o zakończonej sukcesem misji Frumencjusza, to nie możemy ustalić dokładnej daty chrztu rządzących Aksum. Istnieje konsensus co do tego, że miało to miejsce w pierwszej połowie IV wieku. Część historyków twierdzi, że było to w okolicach 315 roku, inni, że raczej w latach 30. czwartego stulecia.
Od samego początku istnienia, miejscowy kościół był mocno związany z Aleksandrią, która zapewniała kadry (zanim miejscowi wykształcili własne), pisma, edukację i wszystko to, co było Aksumitom niezbędne do tego, aby prowadzić działalność religijną i misyjną. Pierwszy zwierzchnik etiopskich wspólnot, nasz znajomy Frumencjusz, został mianowany przez patriarchę Aleksandrii. Przerodziło się to w zwyczaj, który utrzymywał się aż do XX wieku.
Patriarcha mianował tak zwanego Abunę (z syriackiego: „nasz Ojciec”), którym, zgodnie z tradycją, zostawał Kopt. Sytuacja zmieniła się dopiero w drugiej połowie XX wieku, gdy miejscowy kościół uzyskał autokefalię i własnego patriarchę, wybieranego spośród etiopskiego duchowieństwa. Kurde, teraz to dopiero wybiegłem do przodu.
Zanim na dobre pożegnamy się z Czarnym Lądem, czeka nas jeszcze szybki rzut oka na ziemie leżące na zachód od Egiptu. Czemu krótki? Dlatego, że nie bardzo wiemy jak podejść do tematu. Mamy źródła poświadczające liczne wspólnoty, zwłaszcza w Pentapolis i Kartaginie oraz okolicach.
Jest jednak pewien zasadniczy problem – odcinek ten ma być poświęcony grupom niezromanizowanym i niezhellenizowanym. Pentapolis zaś było pod bardzo silnym wpływem kultury helleńskiej, a Kartagina wraz z przyległościami była niemal tak rzymska jak Rzym. Do tego stopnia, że to ten właśnie region uważa się za jeden z mateczników łacińskiego chrześcijaństwa. Nieprzypadkowo: gdy w Rzymie językiem wspólnot była jeszcze greka, afrykańskie już posługiwały się łaciną.
W obydwu przypadkach wiemy, że łacińscy i greccy chrześcijanie działali wśród „aborygenów” znanych jako Berberowie oraz ludności punickiej zamieszkującej Kartaginę. I tak na przykład, spośród dwunastu tak zwanych scylytyjskich męczenników, zabitych w 180 roku, dwóch nosiło punickie imiona. To jednak nie przesądza sprawy w żadną ze stron, czego dowodem są nasze Jessici, Brajany i Sean Paule.
Podobny problem mamy z chrześcijańskim epitafium grobowym z Sour El-Ghozlane. Miejscowość ta, to część regionu znanego jako Kabylia (od berberskich Kabylów), ale w starożytności istniała tu także rzymska osada. Nie bardzo wiemy czy fakt istnienia 18 biskupstw w III wieku w Numidii (zamieszkanej głównie przez Berberów) da się podpiąć pod berberskie chrześcijaństwo.
Temat jest bardzo niejasny i niejednoznaczny – z jednej strony nie mamy dobrych powodów żeby podważać istnienie berberskich i punickich chrześcijan, z drugiej jednak, brak przekonywujących dowodów na to, że w interesującym nas okresie stworzyli oni „swoje” odrębne wspólnoty. Wydaje się raczej, że wchodzili oni w skład tych, którym ton nadawała miejska zromanizowana bądź zhellenizowana ludność. Powszechnie przyjmuje się, że dopiero od IV wieku miejscowe chrześcijaństwo opuszcza łacińsko-grecki świat miast i na szerszą skalę przedostaje się na prowincje.
Naprawdę głupio mi, że toniemy w domysłach i spekulacjach, ale należy być uczciwym. Czemu zatem w ogóle poruszać ten temat? A czemu nie? Jest to ciekawy przyczynek do dyskusji i badań. Może kiedyś archeologom i historykom uda się dokopać do niedostępnych dzisiaj informacji i nasza wiedza i rekonstrukcja będą pełniejsze i pewniejsze.
I tak dochodzimy do końca naszej wycieczki objazdowej. Europę, mimo buńczucznych zapowiedzi, sobie darujemy. Albo dobra, jednak coś o niej powiem – wiemy, że mało wiemy. Źródła zaczynają się dopiero od IV wieku, a i one nie są doskonałe. Mam nadzieję, że wybaczycie tonięcie w domysłach i spekulacjach, jakie miało miejsce przy opisie Libii, rzymskiej Afryki i Nubii. Ten odcinek kończy temat konwersji przed IV wiekiem i dojściem do władzy Konstantyna.
Ogłoszenia parafialne.
Następny odcinek (albo dwa, względnie trzy) będzie poświęcony wczesnochrześcijańskiej filozofii i teologii, a później zajmiemy się ascetyzmem i ruchami monastycznymi, które również miały duży wpływ na rosnącą popularność chrześcijaństwa (zwłaszcza na Bliskim Wschodzie). Potem przejdziemy do nawrócenia Konstantyna i jego skutków – tylko po to, żeby przejść do kontrowersji, które rozsadziły ortodoksyjny kościół. Mam nadzieję, że brzmi to ciekawie.
W międzyczasie planuje co najmniej dwa krótkie teksty na tematy nie związane z główną serią. Muszę trochę odpocząć i zrobić coś poza tym, bo jeszcze mi temat zbrzydnie, a naprawdę bardzo zależy mi żeby dojechać do końca. Pierwszy z tekstów jest o tym, że hipisi wcale nie byli oryginalni ze swoją fascynacją religiami wschodu, a drugi ma opisywać co się dzieje gdy millenaryzm wchodzi za mocno i łączy się z kryzysem feudalnego społeczeństwa.
PS. 1. Większe niż tradycyjnie dzięki dla @robson7 za korekty (bo go trochę mocno zasypuję pracą). Gdybyś mimo to, drogi czytelniku, widział jakieś błędy, to nie zakładaj od razu, że autor jest idiotą. Errare humanum est- po prostu wytknij je w komentarzu. Będę wdzięczny i skorzystają na tym przyszli czytelnicy, po tym jak wrzucę poprawione wersje na stronę.
PS. 2. Bibliografia w komentarzu
#gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania #neoreakcja #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
Wizerunek Świętego Antoniego, jednego z tzw. Ojców Pustyni, autorstwa Michała Anioła