W dzisiejszym odcinku tematem…

W dzisiejszym odcinku tematem przewodnim będzie pogańska reakcja na fakt pojawienia się chrześcijaństwa. Mianowicie: zajmiemy się tym jak poganie widzieli nową religię, co o niej myśleli i jak ją rozumieli. Chociaż uczciwiej będzie powiedzieć: jak MOGLI ją widzieć i rozumieć. Mogli, bo interesują nas przede wszystkim przeciętni mieszkańcy Imperium, a ci nie zostawili nam wielu wskazówek.
Samo pojawienie się nowego kultu nie było niczym nadzwyczajnym w pogańskim świecie. Z poprzedniego odcinka wiemy o bujnym życiu religijnym, pojawiających się misteriach ze wschodnimi korzeniami, nowych kultach będących efektem synkretyzmu religijnego oraz o nieustannej reinterpretacji starych wierzeń.
Wiemy też, że mimo iż zazwyczaj nie wywoływało to dużych kontrowersji, to spotykało się często z nieufnością ze strony co bardziej konserwatywnej części społeczeństwa. Chrześcijaństwo wzbudzało jednak o wiele większe emocje i okazało się być o wiele twardszym orzechem do zgryzienia.
Dlaczego tak było? Raczej nie był to efekt tego, że chrześcijańskie wierzenia zakładały, że Bóg stał się człowiekiem. W pogaństwie był to częsty motyw choć, zazwyczaj, rzecz działa w drugą stronę i to ludzie dostępowali deifikacji. Co ciekawe, niektórzy chrześcijańscy misjonarze, święci i cudotwórcy byli brani za takich właśnie herosów przez ich pogańskich sąsiadów.
Idee podobne do chrześcijańskiego monoteizmu zagościły wśród filozofów i wyższych warstw społecznych na dobre. Hierarchię niebiańskich bytów również ciężko nazwać obcą i niezrozumiałą dla pogan ideą. Zwłaszcza dla tych, którzy byli zwolennikami medioplatonizmu.
Pierwsze pęknięcia pojawiały się w kwestii daimonów. Cześć chrześcijan zaczęła je bardzo szybko utożsamiać z Szatanem i jego sługami (stąd współczesne określenie demon). Tak jak wspominaliśmy, z czasem, pojawił się i zyskał na popularności pogląd, że pogańscy bogowie to tak naprawdę demony.
I to był problem. To oraz fakt, że chrześcijanie uważali, że ich Bóg ma wyłączność na odbieranie czci. Cały cymes w tym, że starożytne społeczności były w zasadzie wspólnotami opartymi na religii. Dotyczy to w zasadzie wszystkich form państwowości istniejących w basenie Morza Śródziemnego.
Ciężko tu jednak mówić o państwie wyznaniowym w dzisiejszym tego słowa rozumieniu. Pogaństwa nie były bowiem zbyt wymagające. Nie miały jasno zdefiniowanej doktryny. Nie domagały się autentycznej czci dla bóstw i nie miały jasno sformułowanej teologii. Przynajmniej jeśli porównamy je z chrześcijaństwem czy wierzeniami żydowskimi.
System ten można streścić w następujący sposób – w przestrzeni publicznej musisz brać udział w kulcie wspólnoty, do której należysz. Przy czym wszystkie wspólnoty musiały oddawać cześć cesarzowi i bogom rzymskim. To czy ktoś naprawdę wierzył w bogów było kwestią drugorzędną, dopóki nie podważał ich istnienia publicznie. Wyłamanie się z kultu nie było zatem problemem wiary bądź jej braku tylko zamachem na władzę i porządek społeczny.
Chrześcijanie nie dość, że odmawiali udziału w publicznych ofiarowaniach to jeszcze mieli dość tupetu żeby twierdzić, że ich bóg jest lepszy niż cesarski panteon. Nie tylko lepszy zresztą – że jako jedyny jest prawdziwy. Jakby tego było mało, to wielu z nich uważało, że ten panteon to nie zbiór mitów, przekłamań czy zwyrodniała forma pierwotnego objawienia tylko demony, zło wcielone.
Zło tymczasem, trzeba przecież aktywnie zwalczać. Nie trzeba chyba mówić, że tego typu opinie nie podobały się poganom? Bardzo dziwna i obraźliwa była dla nich również idea boga gniewającego się za brak osobistego oddania. Pogańscy bogowie byli obrażeni brakiem odpowiednich rytuałów. Chrześcijański Bóg chciał osobistej czci, a na tych, którzy mu jej nie oferowali, miała czekać kara.
Poganie nie rozumieli tego konceptu i często wyśmiewali go, mówiąc na przykład, że jakoś nie słyszeli żeby ktoś bluźniący chrześcijańskiemu bożkowi został porażony piorunem. Chrześcijanie odpowiadali zapewne, że większość kar czeka na grzeszników po śmierci. To również spotykało się często ze wzruszeniem ramion. Wielu pogan nie wierzyło w życie pozagrobowe albo uważało, że i tak jest ono niezbyt ciekawe.
I tu mogę wrócić na szybko do kwestii poruszonej przez colegę @ja_nie_lubie. O tych wierzeniach wiemy z, że się tak wyrażę, samego źródła. Mianowicie: inskrypcje nagrobne. Wśród uczonych jest kilku szaleńców, jak na przykład Sencer Sahin (cześć jego pamięci), którzy poświęcili znaczną część swojej kariery na badanie tego typu rzeczy. Przestudiował on całe mnóstwo inskrypcji w duchu: „Grobowce są ostatecznym miejscem zamieszkania ludzi […] ofiara z łez jedyną własnością umarłych- miasta ciszy”.
Wielu przeszkadzała też chrześcijańska nauka o zbawionych i potępionych. Uważali, że jest bardzo dziwna i szkodliwa społecznie bo wprowadza duże podziały. Czciciele Baala czy Izydy nie byli zdania, że ci, którzy zanosili prośby do Jupitera czy Merkurego zostaną ukarani (a nawet jeśli, to na pewno nie mówili tego głośno). Czciciele Jahwe dokładnie na odwrót. Na pewno nie polubisz kogoś, kto mówi Ci, że będziesz męczony całą wieczność, bo czcisz Glykona czy innego Seta.
To oraz sprzeciw wobec wspólnotowych kultów, było poglądami najtrudniejszymi do przełknięcia dla pogan. Albo inaczej, takimi, których głoszenie wywoływało największą niechęć i/lub agresję. Na pewno większą niż monoteizm, rytuały czy wcielony Najwyższy Bóg, który umiera na krzyżu jak pospolity opryszek.
Zachowane dzieła krytykujące chrześcijaństwo za jego teologiczne/filozoficzne koncepty nie dają pełnego obrazu. Jest to efekt tego, że ich autorzy należeli do klasy wyższej i od chrześcijaństwa odrzucała ich część jego doktrynalnych postulatów albo chociaż wyobrażenia jakie mieli na ich temat.
Jak zatem przeciętni poganie widzieli i rozumieli chrześcijańskie nauczanie poza tym, że nie podobało im się przeświadczenie chrześcijan o monopolu na prawdę? Oczywiście musimy tu mocno uogólniać, bo po obydwu stronach istniało wiele interpretacji, ale część poglądów była albo wspólna dla większości albo chociaż dla dużej części. Generalne zastrzeżenie jest takie, że poganie mieli nikłe pojęcie o tych kwestiach.
Był to, oprócz zwykłego braku zainteresowania, efekt tego, że nie bardzo mieli skąd brać informacje. Instruktarze były dla katechumenów. Ponadto wiemy, że w momencie gdy konwersje zaczęły się robić masowe, to i oni byli traktowani z taryfą ulgową bo przecież jest jeszcze formacja. Czyli najpierw można zostać chrześcijaninem, a dopiero później zgłębiać to, co pojęcie to dokładnie oznacza.
Większość literatury chrześcijańskiej była pisana dla celów wewnętrznych, aby tłumaczyć zagadnienia związana z wiarą tym, którzy byli już częścią kościoła albo byli krok od stania się nią. Apologetyka, jeśli nawet przyjąć, że była pisana dla celów polemicznych, nie wychodziła poza grono ludzi zainteresowanych filozofią i raczej nie trafiała pod strzechy.
Ponadto mówimy o czasach, w których jakieś 3/4 społeczeństwa nie umiało czytać. Głównym źródłem „informacji” były zatem opowieści i plotki, które powstawały na skutek co sensacyjniejszych i budzących silne emocje wydarzeń. To oraz… wcześniejsze plotki i wyobrażenia o wierze żydowskiej z którą chrystianizm był początkowo mylony.
Oczywiście jakaś część ludzi miała lepsze i wiarygodniejsze informacje. O chrześcijaństwie dowiadywali się od wędrownych kaznodziejów, ulicznych nauczycieli albo od przypadkowych, szeregowych chrześcijan (sąsiadów, członków rodzin, znajomych etc.). Tyle, że ci ludzie mogli mieć bardzo różny poziom wiedzy i niekoniecznie musiał się on zgadzać z poglądami większości albo tymi, które prezentują chrześcijańscy pisarze ani też z tym, co my dzisiaj rozumiemy jako chrześcijaństwo.
Zajmijmy się może najpierw tymi, którzy mieli lepsze info. Co mogli wiedzieć? Na podstawie źródeł możemy mniemać, że wiedzieli o monoteizmie, przy czym niekoniecznie rozumieli chrześcijański koncept boga. Istnieje duża szansa, że byli świadomi nauczania o różnego rodzaju pośrednikach między Bogiem a ludźmi, różnych rodzajach aniołów i prorokach. W końcu w wierzeniach grecko-rzymskich pośrednicy również występowali.
Chrześcijanie zaznajamiali ich także z pojęciem grzechu i dużych wymagań co do prowadzenia się. Za tym z kolei szła wiedza o karze jaka czeka każdego, kto świadomie odrzuca przykazania. Zapalczywość Boga była jednak równoważona obietnicą zbawienia, wiecznego życia w raju i opieki w życiu doczesnym.
Obydwie te rzeczy były ważne i bardzo poszukiwane przez wielu żyjących wówczas ludzi. Ta opieka miała się przedstawiać nie tylko w pomyślnym obrocie spraw życia codziennego, ale także w bardziej spektakularny sposób. Czyli za pomocą cudów. To jednak szerzej omówimy sobie w następnym odcinku, gdy przejdziemy do przyczyn konwersji (i tutaj znowu odpowiemy pełniej na pytanie @ja_nie_lubie).
Wielu ludzi, prawdopodobnie większość, miała jednak o wiele bardziej okrojoną wiedzę na temat chrześcijaństwa i bazowała raczej na sensacyjnych i wywołujących grozę opowieściach. Z tego też powodu widziała w chrześcijaństwie zbiór szkodliwych sekt stanowiących zagrożenie dla porządku społecznego.
Jak już wiemy z pierwszych akapitów, chrześcijańskie odrzucenie (a często i potępienie) oficjalnych kultów nie pomagało ich sprawie. Musicie wiedzieć, że (w dużym uproszczeniu) Rzymianie upatrywali źródeł swojej siły i powodzenia w mos maiorum, czyli tradycji, którą odziedziczyli po przodkach. Integralną częścią tej tradycji była rzymska religia.
Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że chrześcijanie mieli do niej różne podejścia i cześć uważała po prostu, że to zdeformowane Objawienie Pierwotne, inni, że demoniczny kult etc. Pogan nie interesował jednak powód, tylko sam fakt odrzucenia, który, ich zdaniem, był bardzo niebezpieczny dla wszystkich.
W całym Cesarstwie tylko Żydzi mieli specjalny przywilej, na mocy którego nie musieli brać udziału w publicznych ofiarowaniach i kulcie cesarza. Fakt ten był zresztą jednym z powodów, dla których inni patrzyli na nich z podejrzliwością czy wręcz nienawiścią. Nie składasz ofiar bogom, którzy pozwalają istnieć światu? To tak jakbyś chciał żeby świat przestał istnieć. Czyli nienawidzisz ludzkości, która przecież przestanie istnieć wraz ze światem.
Różnica polegała jednak na tym, że Żydzi (mimo wyjątków) nie byli nastawieni tak misyjnie i znaczna cześć z nich uważała, że mają oni Boga na wyłączność. Do czego zmierzam – nie próbowali oni masowo nawracać pogan. To znaczy próby były, ale często spotykały się one z odrzuceniem ze strony większości/znacznej części ich samych (a już na pewno kapłańskiej elity skupionej w Jerozolimie). Z czasem, jak to powiedział Simon „judaizm zasklepił się w sobie i zajął studiowaniem Prawa”.
Uważa się, że zanim na scenę wkroczył Paweł i mu podobni, „chrześcijanie” mieli bardzo podobne nastawienie. Mamy dobre powody by mniemać, że do końca I wieku poganie nie rozróżniali zbytnio obydwu grup. Pawłowe podejście szybko się jednak upowszechniło i źródła z II wieku jasno wykazują, że w tych czasach sytuacja zmieniła się o 180 stopni.
Kwestia chrześcijan była o wiele poważniejsza, ponieważ wychodzili oni ze swoją nauką do pogan i próbowali ich przekonwertować na swoje przekonania. Wywoływało to oczywiście większą niechęć i nienawiść ze strony dużej części społeczeństwa. Jak nie lubisz mlecznego jogurtu, to go nie jesz, ale jak na placu przez który przechodzisz stoi mleczarz i ciągle mówi, że nie jedzący jogurtu poniosą konsekwencje, to… no, wkurzysz się.
Sytuacja chrześcijan była gorsza także dlatego, że w przeciwieństwie do Żydów ich status prawny nie był w żaden sposób regulowany. Nie mogli liczyć na ochronę prawną no i nie mieli „swoich” dzielnic i osad, w których rządziliby się po swojemu. Co ciekawe większość zarzutów podnoszonych przeciwko Żydom przeszła na chrześcijan, na czele ze słynną onolatrią.
Z poprzednich odcinków wiemy, że wiele tych zarzutów o „antysystemowość” nie była do końca prawdziwa albo raczej nie była prawdziwa dla wszystkich chrześcijan. Zdaniem Simona, chrześcijaństwo było najradykalniejsze, gdy nadzieja na rychłe przyjście Chrystusa była żywa. Czyli wtedy, kiedy poganie nie rozróżniali za dobrze synagogi od chrystianizmu.
Nadzieja owa jednak z biegiem czasu słabła, a wspólnoty zaczęły reformować się i reinterpretować swoje nauczanie tak aby żyć w rzeczywistości, w której żywioły i zastępy nadprzyrodzonych istot nie dewastują świata. Wydaje się zresztą, że chrześcijaństwo nigdy tak naprawdę nie odrzucało posłuszeństwa władzy państwowej i nie sprzeciwiało się radykalnie istniejącym stosunkom społecznym.
Już Święty Paweł twierdził, że ludzie nie powinni występować przeciwko władzy, która jako taka jest siłą miłą Bogu bo porządkuje świat. Trochę nadinterpretując można by powiedzieć, że chrześcijanie wyprzedzili epokę, bo we władzy widzieli elementy świeckie i religijne, podczas gdy dla pogan jedno było nierozerwalnie związane z drugim.
Najpoważniejszą przyczyną konfliktu na linii cesarstwo/poganie – chrześcijaństwo było prawdopodobnie to właśnie rozróżnienie, a nie radykalizm, który przygasł gdy chrześcijaństwo na dobre pojawiło się na pogańskim horyzoncie. Chrześcijanie głosili lojalizm, ale odrzucali oficjalne kulty. Poganie nie potrafili zrozumieć tego konceptu i odrzucenie kultu odczytywali jako wystąpienie przeciwko władzy i porządkowi społecznemu.
Nie był to jedyny problem. Wielu chrześcijan, wbrew temu co głosił Święty Paweł, uważało, że nie wolno spożywać mięsa pochodzącego z ofiar pogańskich i takiego, które miało w sobie krew. Cześć tego mięsa była sprzedawana później przez świątynie na targu, dlatego też obostrzenie to równało się w praktyce zakazowi spożywania posiłków z poganami. Wydaje się, że zakaz ten był przestrzegany jeszcze w IV wieku bo krytykował go Święty Augustyn.
Takie podejście do sprawy bardzo utrudniało utrzymywanie normalnych stosunków między chrześcijanami i poganami – wspólne ucztowanie było czymś nieodzownym w przypadku przyjaciół czy nawet znajomych. Na dodatek (o czym też już wspominaliśmy) wiele wspólnot zabraniało chrześcijanom wstępowania w związki z poganami.
To oraz konieczność inicjacji, aby brać udział w chrześcijańskich obrzędach religijnych, budowało poczucie obcości, które łatwo przeradza się w nieufność, która z kolei prowadzi do wrogości. Prawdopodobnie dlatego chrześcijański monoteizm był często interpretowany jako ateizm i mizantropia (nie czcisz bogów = nie chcesz żeby świat istniał = nienawidzisz ludzi).
Inne popularne zarzuty to czary, niemoralne praktyki seksualne, mordy rytualne i kanibalizm. Te zarzuty są być może pokłosiem chrześcijańskiej philadélpheia, czyli braterskiej miłości. Chrześcijanie zwracali się do siebie per „bracie/siostro” co, w połączeniu z otwartością na kobiety, było odczytywane jako dowód na istnienie seksualnych relacji. Widać to na przykład w dialogu chrześcijańskiego pisarza Mincjusza Feliksa. Rozmowa toczy się między Oktawiuszem a poganinem Cecyliuszem i choć jest fikcją, to dobrze oddaje panujący klimat.
Cecyliusz przypisuje chrześcijanom wszelki możliwe występki: „Wszędzie między nimi panuje jakby kult rozkoszy zmysłowej: nazywają się bez różnicy braćmi i siostrami”; „gaśnie zdradliwe światło, a wtedy w bezwstydnych ciemnościach sploty ciał toczą się w niewypowiedzianych namiętnościach, jak kto kogo dopadł; i chociaż nie wszyscy czynem, to jednak przez współświadomość na równi wszyscy wszeteczni.”
Pojawiają się tam także zarzuty o naruszanie porządku społecznego. Poganie nie rozumieli czemu chrześcijanie zadają się z kobietami, niższymi warstwami oraz niewolnikami. Nie wiedzieli czego dobry obywatel miał szukać w kontaktach z tymi grupami. Oczywiście chrześcijańskich podejść było całe mnóstwo, z poprzednich odcinków pamiętamy na przykład wzmianki o montanistach czy wysokiej pozycji kobiet w niektórych wschodnich wspólnotach.
Z biegiem czasu na znaczeniu zyskała jednak (zwłaszcza na Zachodzie) ta opcja, która opowiadała się za tradycyjnym, choć nieco zmodyfikowanym podejściem. Modyfikacja polegała na stwierdzeniu, że obowiązkiem każdego chrześcijanina jest kochać i szanować innych. Pater familias nadal był Panem i Władcą w swoim domostwie, ale tak jak jego domownicy winni mu byli posłuszeństwo, tak on był im winny szacunek i opiekę.
Kobiety, niewolnicy czy osoby z niższych warstw byli zatem takimi samymi ludźmi jak dobrzy obywatele i w związku z tym nie było niczego urągającego w zadawaniu się z nimi. Nie znaczy to, że powszechnie głoszono hasła równouprawnienia płci, abolicjonizmu czy społeczeństwa bezklasowego. Nie ta epoka. Pierwsze znana nam, zdecydowana krytyka instytucji niewolnictwa ze strony chrześcijaństwa to dopiero IV wiek.
I tak dochodzimy do jednego z bardziej odjechanych zarzutów (jakby kazirodztwo i kanibalizm nie były wystarczająco dziwne). Mianowicie: chrześcijanie byli oskarżani o kult osła. Nie do końca wiemy jak ten dziwaczny pogląd powstał i czy był to autentyczny zarzut czy raczej satyra, sposób na wyśmianie kultu.
Jego przykładem jest szeroko dyskutowane i interpretowane na wszelkie sposoby graffiti z Palatynatu (wrzucane już kilka razy w komentarzach). Przedstawia ukrzyżowanego człowieka z głową osła oraz mężczyznę z prawą ręką w górze. Gest ten jest odczytywany jako oddanie hołdu. Podpis pod rysunkiem zaś jest odczytywany jako (co ciekawe, są w nim orty) „Aleksamenos czci swojego boga”.
Niektórzy badacze uważają, że ukrzyżowany osobnik to Chrystus, a malunek jest żartem z chrześcijanina Aleksamenosa, prawdopodobnie żołnierza/strażnika. Inni twierdzą jednak, że rzeczony Aleksamenos był tak naprawdę setianinem (gnostycka grupa) a malunek wcale nie jest żartem tylko standardowym przedstawieniem Seta. Jeszcze inni uczeni twierdzą, że grafitti może przedstawiać Anubisa.
Teorii jest wiele, ale powszechnie przyjmuje się, że malunek dotyczy wierzeń chrześcijańskich, a zarzut onolatrii padał naprawdę. Potwierdza to na przykład Tertulian, przytaczając relację o Żydzie z Kartaginy, który stworzył karykaturę Chrystusa z oślimi uszami i podpisał ją jako „Onocetes – bóg chrześcijan”.
Co ciekawe Żydzi również byli oskarżani o kult osła. Źródeł tego poglądu badacze dopatrują się w wykrzywionej tradycji żydowskiej, dotyczącej wyjścia z Egiptu, przytoczonej przez Tertuliana. Zdaniem pogan Żydzi błądzili na pustyni, aż spotkali osła, który wskazał im drogę wyjścia. Z tego też powodu mieli utożsamić swojego boga z osłem.
Zarzut onolatrii przeszedł na chrześcijan, bo poganie mniej więcej zdawali sobie sprawę z żydowskich korzeni chrześcijaństwa. To wszystko brzmi absurdalnie, ale poglądy takie głosili nie tylko jarmarczni przekupnie, ale powtarzali go także ludzie z wyższych sfer. Robił to nawet tak znaczący zawodnik jak Fronton, nauczyciel Marka Aureliusza.
Jak nie trudno się domyślać, wszystkie te rzeczy krążące w obiegu nie nastrajały pozytywnie, tak zwanej, opinii publicznej. Jako szanujący (niechby nawet tylko deklaratywnie) mos maiorum Rzymianin, nie będziesz odnosił się z sympatią do ludzi, którzy odrzucają odwieczne zasady, postępują niemoralnie i mają mordercze ciągoty.
Z tego też tytułu uważa się, że za większością prześladowań o których donosili pisarze wczesnochrześcijańscy, stały tak naprawdę tłumy złożone z ich sąsiadów i współobywateli. Władze rzymskie były o wiele bardziej powściągliwe i ostrożne. Widać to na przykład po instrukcjach słanych do gubernatorów aby byli ostrożni i nie dawali wiary w pogłoski.
Mniej lub bardziej spontaniczne tumulty takie nie były i często prowadziły nie tylko do rękoczynów, ale wręcz kończyły się zabójstwami. Ciekawy obraz napięć między różnymi społecznościami pokazuje nieco antychrześcijańska w wymowie Agora (nieco bo większość z jej „antychrześcijańskiego” wydźwięku wynika raczej z niewiedzy niż celowej manipulacji autorów). Nawet tam jednak przedstawia się pogan jako bezpośrednich prowodyrów zamieszek.
Taka była ówczesna rzeczywistość. Napięcia między społecznościami rosły i znajdowały ujście w walkach na ulicach miast. Aleksandria była jednym z gorętszych terenów bo niemal od zawsze była kosmopolityczna. Nie znaczy to jednak, że była wyjątkiem. Wiemy o innych prześladowaniach i męczennikach. Źródła donoszą głównie o Azji Mniejszej i Syropalestynie, ale zdarzały się i w Galii czy Italii.
Nie była to zresztą unikatowa cecha pogan, tylko raczej powszechnie przyjmowany sposób na rozwiązywanie problemów. Dużo wody upłynęło w Nilu i Tybrze, ale w końcu role się odwróciły i to chrześcijańskie tumulty stały się zagrożeniem dla pogan, żydów czy konkurencji w postaci tak zwanych heretyków.
Jako się rzekło: obraz ten nie jest kompletny. I nie obejmuje on zarzutów jakie wysnuwali ludzie lepiej wykształceni i umiejący lepiej konstruować krytykę niż hurtem oskarżać o zabijanie małych dzieci i orgie. Pewnym przedsmakiem był wpis o Kelsosie i Orygenesie, ale do tego tematu jeszcze wrócimy.
Nasza największą bolączką przy próbie rekonstrukcji pogańskiego odbioru chrześcijaństwa jest, tradycyjnie, brak źródeł. To co wiemy (albo raczej myślimy, że wiemy) jest w dużej mierze oparte na naszych domysłach i „antropologizacji”, przed którą tak przestrzegał MacMullen. W tym jednak wypadku jesteśmy na nią po prostu skazani.
Z tego też powodu jesteśmy daleko od wyczerpania tematu. Nie to jednak było naszym celem tylko stworzenie pewnego szkicu, który chyba udało nam się uzyskać. Widzimy dlaczego większość pogan, w pierwszym odruchu, nastawiała się raczej negatywnie do chrześcijaństwa.
Właśnie. Pogan. Chrystus i apostołowie działali przecież głównie wśród Żydów. Synagoga stosunkowo szybko orientuje się jednak w tym co się dzieje i, zdaniem badaczy, udaje się jej postawić bariery, które skutecznie zatrzymują odpływ wiernych.
To oraz nastawienie zainicjowane przez Pawła powoduje, że być może już w 2 połowie I wieku miażdżąca większość nawracanych to poganie. W następnym odcinku zobaczymy dlaczego, mimo wszystko, chrześcijaństwo było jednak w stanie pozyskać sobie konwertytów wśród, zdawałoby się, totalnie obcych sobie ludzi.
PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Wielkie dzięki za pomoc dla @robson7 i jeszcze raz przepraszam za raki związane z formatowaniem tekstu. W razie jakby jednak były błędy to proszę o zgłaszanie.
PS.2 Bardzo ciekawa kwestia dotyczy mordów rytualnych o jakie oskarżani byli chrześcijanie. Mieli oni jakoby grubo posypywać niemowlę mąką i niczemu nieświadomemu adeptowi dawać pałkę i kazać mu bić w to miejsce gdzie znajdowała się głowa. Gdy adept rozwalił dziecku czaszkę i trysnęła krew było już za późno- stawał się winnym zbrodni co cementowało jego związek ze ludobójczą wspólnotą. Potem musiał jakoby zjeść mąkę wymieszaną z krwią.
Nie przypomina wam to wywodzących się z ludowego chrześcijaństwa legend o Żydach mordujących niemowlęta i piekących macę?
#gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania
Żydzi zabijający rytualnie młodego Williama (Obraz pochodzący z lektorium kościoła Świętej Trójcy w Loddon)

Powered by WPeMatico