Uśmiechnięci terroryści….

Uśmiechnięci terroryści. Rewolucyjna Armia BretońskaTekst przeczytać można również na platformie Steemit
Dla niecierpliwych jak zwykle – TL;DR na końcu artykułu.
Okres zimnej wojny był we Francji czasem bezprecedensowego terroru. Nad Sekwaną swoją walkę przeciwko francuskim władzom, przeciwko sobie nawzajem jak i przeciwko zupełnie niezwiązanym z Francją celom toczyli terroryści wyznający najszersze możliwe spektrum ideologiczne. Wymieńmy kilka z nich – anarchiści (Akcja Bezpośrednia, Komitet Likwidacji lub Obalenia Komputerów – CLODO, Grupa Akcji Międzynarodowych Rewolucjonistów – GARI, sytuacjoniści z Os Cangaceiros), komuniści (Czerwony Afisz, Brygady Międzynarodowe, Zbrojne Komórki Autonomii Ludu), skrajna prawica (Organizacja Tajnej Armii, Komando Delta, Grupa Charles Martel) a także separatyści – korsykańscy (Front Narodowego Wyzwolenia Korsyki), baskijscy (ETA, Ci z Północy), alzaccy (Czarny Wilk), karaibscy (Rewolucyjny Sojusz Karaibski) czy w końcu algierscy (Front Wyzwolenia Narodowego). Francja była też celem terrorystów importowanych z zagranicy – Tajnej Ormiańskiej Armii Wyzwolenia Armenii, Hezbollahu, Islamskiego Dżihadu, Partii Pracujących Kurdystanu, Szarych Wilków, Grupy Abu Nidala, najemników Ilicha Ramireza Sancheza „Szakala”. Swój udział miał również terroryzm państwowy – izraelski Mossad, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej czy hiszpańskie szwadrony śmierci znane jako Antyterrorystyczna Grupa Wyzwolenia (GAL). Istniał także specyficznie francuski terroryzm… Producentów wina, zrzeszonych w Regionalnym Komitecie Akcji Winiarskiej.
W tym niezwykle sprzyjającym klimacie intelektualnym o swoje prawa zbrojnie upomnieć postanowiła się jeszcze jedna grupa – zamieszkujący północno-zachodni kraniec Francji Bretończycy.
Księstwo (a dawniej królestwo) Bretanii utraciło swoją niezależność pod koniec XV wieku w wyniku sporów wewnętrznych związanych z sukcesją tronu. Sytuację wykorzystał król Francji, Karol VIII Walezjusz, najeżdżając swojego sąsiada i biorąc sobie za żonę bretońską księżną, Annę. Do ostatecznej inkorporacji Bretanii doszło w 1532 roku, księstwo zachowało jednak dosyć sporą autonomię, którą anulowali dopiero ponad 250 lat później francuscy rewolucjoniści.
Lata ’50 i ’60 poprzedniego stulecia były w Bretanii okresem odrodzenie kulturowego – zaczeły powstawać szkoły, zwane Diwanami, w których uczono wywodzącego się z celtyckiej grupy językowej języka bretońskiego. W tym właśnie okresie zaczęły powstawać pierwsze współczesne bretońskie organizacje separatystyczne.
Jako, że bretońska prawica pod postacią Bretońskiej Partii Narodowej skompromitowała się kolaboracja z niemieckim okupantem w czasie drugiej wojny światowej, ciężar walk o wyzwolenie narodowe wzięła na siebie lewica. W ten sposób w 1963 roku powstał Front Wyzwolenia Bretanii, który jako metodę swojego działania wybrał zamachy terrorystyczne.
Do pierwszego ataku doszło w trzy lata po założeniu organizacji – w wyniku eksplozji bomby został zniszczony urząd podatkowy w St. Brieux. Następne lata oznaczały kontynuację walki – bretońscy separatyści atakowali budynki należące do francuskiej administracji państwowej czy infrastrukturę, linie przesyłowe, komisariaty policji oraz „symbole francuskiej okupacji”, czyli pomniki przedstawiające postaci z francuskiej historii. W swojej taktyce skupiali się na atakowaniu budynków, unikając ofiar w ludziach. Do 1971 jedyne dwie ofiary terrorystycznej kampanii Frontu stanowiło dwóch jego członków, którzy zginęli próbując rozbroić bombę, którą sami wcześniej podłożyli. Niezwykła „uprzejmość” bojowników Frontu okryła ich sławą wśród międzynarodowego środowiska terrorystycznego i pozwoliła im uzyskać przydomek „Uśmiechniętych Terrorystów”.
Front zostaje rozbity przez francuskich antyterrorystów w 1971. Pozostali na wolności bojownicy organizacji zakładają wtedy Rewolucyjną Armię Bretońską (Armée Révolutionnaire Bretonne, ARB). ARB kontynuuje taktykę bezkrwawych ataków, przez prawie 30 lat swojego istnienia dokonując blisko 200 zamachów – w najbardziej spektakularnym z nich doprowadzając do zniszczenia jednego z pięter północnego skrzydła Wersalu, w którym znajdowało się muzeum poświęcone wojskowym kampaniom Napoleona. W odpowiedzi na ten upokarzający akt władze w Paryżu odcięły Bretanię od linii szybkiej kolei TGV.
W latach dziewięćdziesiątych, Armia, która w międzyczasie rozrosła się o polityczne skrzydło nazwane Emgann (Walka) a także wsparcie ze strony bretońskich przedsiębiorców na czele z Pierrem Locquetem, dokoptowała do swojej lewicowo-nacjonalistycznej ideologii wątki antyglobalistyczne i antyamerykańskie. ARB nawiązała również współpracę ze swoimi „celtyckimi braćmi” z Prowizorycznej Irlandzkiej Armii Republikańskiej i baskijskimi separatystami z ETA.
28 września 1999 w miejscowości Plevin grupa ośmiorga zamaskowanych napastników dokonała ataku na skład materiałów wybuchowych zaopatrujących położone nieopodal kamieniołomy. W wyniku tej zuchwałej akcji skradziono 8 ton dynamitu, 11 kilometrów lontów i 6 tysięcy detonatorów. Dzięki sprawnej akcji francuskiej policji już 48 godzin po ataku udało zatrzymać się trzech z napastników a także odzyskać trzecią część skradzionych materiałów. Zatrzymanymi okazała się być trójka etarras, bojowników ETA, z czego dwóch było poszukiwanych już od kilku lat – Jon Bienzobas Aretxe ścigany był za zamordowanie w 1996 hiszpańskiego sędziego, natomiast Francisco Segurola Mayoz został zidentyfikowany jako zabójca komisarza policji w San Sebastian rok wcześniej. Trzecią zatrzymaną była Maria Luz Perurena y Pascual, będącą łączniczką organizacji. Parę godzin później udało się zatrzymać również pozostałych pięciu sprawców – byli to Bretończycy, Denis Riou, Richard Lefaucheux, Alain Solle, Charlie Grail i Sylvie de Artola, od dawna śledzeni przez francuskie służby ze względu na swoją działalność w ARB.
Swoją część zrabowanych ładunków ETA wykorzystała do wznowienia walki zbrojnej przeciwko władzom w Madrycie. Ładunki, które przypadły ARB odnalazły się zaś w mało chlubnych okolicznościach, które ostatecznie doprowadziły do końca organizacji.
19 kwietnia 2000 roku doszło do eksplozji w McDonaldzie w Qouvert. W powietrze wyleciały szyby, kawałki ścian, wybuch zerwał również dach budynku. W zamachu zginęła jedna z pracownic, 27-letnia Laurence Turbec, co czyniło ją tym samym pierwszą (i jak się później okazało – ostatnią) ofiarą bretońskiego terroryzmu. Jeszcze tego samego dnia antyterroryści rozbroili kolejną bombę, tym razem pod pocztą w Rennes. Parę dni później na jaw wyjdzie, że kilka tygodni wcześniej doszło do jeszcze jednego – zatajonego przez władze – zamachu na McDonalds w Pornic, gdzie bomba eksplodowała nie wyrządzając żadnych szkód.
Wszystkie trzy zamachy łączyło użycie identycznego materiału wybuchowego – Titane 30, takiego samego jaki skradziono rok wcześniej w Plevin. Na miejscu znaleziono również fragment sprężyny z kuchennego minutnika, których użycie przy konstrukcji bomb było znakiem rozpoznawczym Armii. W związku z atakiem aresztowano trzech bojowników ARB – Stéphane’a Phillipe, Pascala Laizé i Christiana Gorgeault oraz rzecznika prasowego Egmann, Gaela Roblina, którego oskarżono o teoretyczne usprawiedliwianie działań terrorystów. Z braku dowodów cała czwórka została uniewinniona, skazano ich jednak na kilkuletnie wyroki w związku z organizacją ataków w poprzednich latach. W listopadzie, mimo ciągłego wypierania się udziału w kradzieży dynamitu, ARB zwróciła skradzione materiały wybuchowe.
Doprowadzenie do śmierci niewinnej osoby sprowokowało falę oburzenia w całej Bretanii. Sponsorzy i sympatycy krytykowali Armię za amatorszczyznę, nieprzestrzeganie wewnętrznych zasad organizacji jak i nielogiczne wybieranie celów swoich ataków. Fala krytyki a także zmieniające się nastroje społeczne wymogły ostatecznie na ARB zakończenie walki zbrojnej przeciwko państwu francuskiemu. Rolę bretońskich terrorystów całkowicie przejęły tym samym legalne partie polityczne walczące przy użyciu prawnie dostępnych metod o zwiększenie autonomii Bretanii.pokaż spoiler Kiedy we Francji w terroryzm zaangażowani byli wszyscy – od przeciwników komputerów po winiarzy, do walki o niepodległość Bretanii ruszyli tamtejsi lewicowi nacjonaliści. Przez 30 lat dokonali ponad 200 zamachów, w których zabili jedynie samych siebie. Ich uprzejmość zdobyła dla nich przydomek „uśmiechniętych terrorystów”. Sytuacja zmieniła się, kiedy do idei niepodległościowych dorzucili antyglobalistyczne i antyamerykańskie i zaczęli atakować McDonaldsy. W jednym z takich ataków zginęła ich jedyna ofiara, co zniszczyło społeczne poparcie dla nich i definitywnie zakończyło ich działalność.
#francja #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu