„Panu to ja mogę nogę…

„Panu to ja mogę nogę podać”!

Jak to było z tą legendarną „lewą nogą” zaproponowaną przez Wałęsę Kwaśniewskiemu podczas debaty? Ano tak:

tl;dr:

pokaż spoiler Kwaśniewski wynajął legendarnego PRowca z Francji, który doradził mu, by spóźnił się na debatę i przywitał wszystkich oprócz Wałęsy. Wałęsa się zagotował i zaproponował Kwaśniewskiemu podanie nogi oraz przez całą rozmowę był wytrącony, wypadł fatalnie, czym przegrał wybory.

Kwaśniewski w tych wyborach występował w komfortowej roli. Nie musiał ich wygrać. Zmierzenie się z Wałęsą w drugiej turze było już wystarczającym sukcesem. Mimo to ruszył do kampanii z dziką energią. I z profesjonalizmem, jakiego nad Wisłą nigdy nie widziano. Zatrudnił sławnego francuskiego konsultanta Jacques’a Séguélę, autora sukcesu wyborczego Mitteranda. Seguela wprowadził do kampanii zachodnie standardy – Kwaśniewski został odchudzony, ubrany, uczesany. Ustalono, co ma mówić, jak ma mówić, jak się uśmiechać, jak patrzeć w kamerę. Kwaśniewski miał naturalny urok, świetnie przemawiał, ale gdy do tego doszły piarowskie chwyty, efekt okazał się zdumiewający. Nie sposób go było nie lubić. O ile w 1990 roku Wałęsa podbił serca Polaków tym, że rozumiał ich problemy, to z kolei w 1995 roku Kwaśniewski podbił serca swoją normalnością i bezpośredniością. Na tle nudnych i sztywnych rywali wypadał rewelacyjnie. Wyglądał jak zachodni polityk: młody, wysportowany, wesoły, znający języki, mający ładną żonę. Do tego tryskający optymizmem, mówiący o szansach, a nie zagrożeniach, o przyszłości, a nie o przeszłości.

I wtedy polska polityka zobaczyła prawdziwe możliwości spin doktorów. Séguéla zaproponował Kwaśniewskiemu, aby wystąpił z pomysłem debat telewizyjnych. Oczywiście Wałęsa się zgodził, w przekonaniu, że zmiecie rywala. W istocie Wałęsa miał świetny społeczny słuch, jednak w uwodzeniu ludzi przed telewizorami większym specjalistą był Séguéla. **Świetnie sformatował Kwaśniewskiego, aby debata okazała się starciem nowoczesnego i kulturalnego polityka z rozjuszonym i zgorzkniałym emerytem. **Séguéla podrzucił też Kwaśniewskiemu stary trik, czyli pomysł na zirytowanie przeciwnika. Świadomie spóźniony Kwaśniewski wszedł do studia w ostatniej chwili i przywitał się ze wszystkimi poza Wałęsą. Chwilę potem, kiedy debata się rozpoczęła, Kwaśniewski wstał, podszedł do Wałęsy i przekazał mu swoje oświadczenie majątkowe z komentarzem: „Jestem człowiekiem uczciwym i apeluję do prezydenta, by uczynił to samo”. Kompletnie tym zaskoczył Wałęsę i całkowicie wyprowadził go z równowagi. Wałęsa stał się arogancki i stracił swoją lekkość.Na koniec debaty Kwaśniewski zadał ostateczny cios. Próbował się pożegnać z rywalem, a Wałęsa burknął, że może mu podać nie rękę, lecz nogę. Widzowie nie znali kontekstu, nie wiedzieli, że wcześniej Kwaśniewski nie podał Wałęsie ręki. Byli oburzeni chamstwem Wałęsy. 76 procent Polaków uznało, że Kwaśniewski debatę wygrał. Tylko 12 procent przymknęło oko na zachowanie Wałęsy.

Wałęsa natychmiast zrozumiał skalę błędu. Drugą debatę telewizyjną zaczął od przeprosin. „Prowadziłem kampanię pozytywną. Dopiero pierwsza debata zburzyła ten obraz. Pan Kwaśniewski zachował się nie fair. Ale wszystkich zdegustowanych przepraszam”. Ale było już za późno. Jeden zręcznie sprowokowany gest sprawił, że Wałęsa prezydenturę przegrał. Prosty, podręcznikowy trik Séguéli sprawił, że Kwaśniewski zamieszkał w pałacu.

Więcej: #historiapolitycznaiiirp

Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.

#polityka #4konserwy #neuropa #ksiazki #walesa #kwasniewski #historia #pr