Niedaleko mojego rodzinnego…

Niedaleko mojego rodzinnego #grudziadz (~25km) jest miasteczko Łasin, do którego swego czasu jeździłem rowerem by odwiedzić kolegę z czasów licealnych, vis-à-vis jego mini blokowiska w centrum stoją zabudowania otoczone wysokim murem. Zabudowania dość intrygujące bo postronnym przejeżdżającym obok trudno się domyślić ich przeznaczenia.
Za murami skrywającymi budynek ze zdjęcia jest zakon klauzorowy, tj. wspólnota mniszek, które zdecydowały się „umrzeć dla świata”. Karmelitanki Bose całymi dniami modlą się pracują i kontemplują. Ta grupa kobiet przysięgła nie opuścić murów swego przybytku do końca życia i oddają całe swoje jestestwo modlitwie za innych.
Niezależnie ot tego czy jest się katolikiem, wierzącym w inną wizję Boga czy ateistą ta wizja musi poruszyć i skłonić do refleksji.
Jednak do tego wpisu skłoniło mnie coś jeszcze. Zanim ten budynek został objęty klazurą należał on do sióstr felicjanek, został im odebrany przez władze komunistyczne. Przez 40 lat podczas których budynek był państwowy mieścił on w swoich ścianach Dom Dziecka, pozwalano jednak felicjankom mieszkać na poddaszu.
Odzyskawszy nieremontowaną przez dziesiątki lat ruinę felicjanki podarowały ją poszukującym swojego miejsca karmelitankom.
Po pierwszej nocy spędzonej w ruinie jedna z sióstr budząc się zobaczyła napis wydrapany w ścianie przez poprzedniego lokatora, dziecko wzrastające w zrujnowanym PRL-owskim Domu Dziecka na prowincji wydrapało: „tu żyłem i tu umarłem”. Idealna sentencja dla nowych lokatorek tego przybytku, które decydują się tam żyć i tam umierać.

[w komentarzu starsza fotografia], a tu google maps
#historiajednejfotografii
#historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #creepystory