-Nie pamiętam żeby…

-Nie pamiętam żeby kiedykolwiek przeklął. Sprawiał wrażenie mięczaka który odda ci swój ostatni grosz i słowem nie zaprotestuje. Tylko że ten mięczak pokazał klasę gdy innym zabrakło odwagi. Zrobił coś, czego bali się inni. Zachował godność ryzykując życie.

Tak sylwetkę Stana Cullisa w swojej biografii wspominał legendarny szkoleniowiec Liverpoolu, Bill Shankly. Jego nazwisko chociaż zapewne dla wielu z Was wyda się kompletnie anonimowe, przez lata było symbolem zwycięstwa moralności nad strachem. Przed II wojną światową pan Cullis uważany był za jednego z najlepszych piłkarzy na Wyspach Brytyjskich. Cała Europa z niepokojem spoglądała wówczas na agresywną politykę Adolfa Hitlera, ale część Państw – w tym Wielka Brytania, była pod wrażeniem dyktatora. Brytyjski premier Neville Chamberlain nie traktował Hitlera jak wroga – a kompana z którym warto zachować przyjazne relacje. Wyobraźcie sobie sytuację – Niemcy atakują Austrię, a w tym samym czasie premier nakazuje piłkarzom Anglii… udać się na mecz do Berlina. Mało tego! Synowie Albionu dostali nakaz oddania salutu dyktatorowi przed i po zakończeniu spotkania. Większość z nich bez słowa zgodziła się, nie widząc w adorowaniu Pana z wąsem niczego niewłaściwego. Odmówił tylko jeden człowiek – Stan Cullis. 22-letni wówczas zawodnik mimo gróźb stanowczo zaprotestował mieszaniu się polityki w sport. Decyzja władz reprezentacji Anglii była jednoznaczna – wyrzucono go wówczas ze składu, mimo że pełnił funkcję kapitana drużyny. Wyspiarze poświęcili jednego ze swoich najlepszych piłkarzy tylko dlatego, żeby przymilić się do Nazistów. Nie pomogły prośby kolegów, szantaże i straszenie więzieniem – wybór Cullisa pozostał niezmieniony.

Dwa lata później naziści postanowili złożyć Anglikom rewizytę. Tym razem z udziałem bombowców i myśliwców Luftwaffe.

Więcej opowieści ze świata futbolu -> Mistrzowie Polski

#pilkanozna #historia #historiajednejfotografii #gruparatowaniapoziomu