Mircy i Mirabelki, może…

Mircy i Mirabelki,
może trzeba było to zrobić wczoraj, ale z okazji setnej rocznicy niepodległości naszego kraju chciałbym przypomnieć Wam pewien piękny akt patriotyzmu, o którym jak się wydaje niewielu dzisiaj pamięta.
Rzecz wydarzyła się w operze w San Francisco, dnia 13 maja 1945 – na koncercie fortepianowym Artura Rubinsteina podczas konferencji poprzedzającej podpisanie Karty Narodów Zjednoczonych, dokumentu stanowiącego konstytucję ONZ, którego zawarcie powołało ją do życia. Na konferencji zgromadzili się przedstawiciele 50 z 51 sygnatariuszy KNZ. Kogo zabrakło? Zgadliście – przedstawicieli Polski. Ze względu na sprzeciw Stalina czy na niezbyt klarowną sytuację naszego rządu Polacy nie zostali zaproszeni do San Francisco.

Bohaterem tej historii jest sam wykonawca – wybitny polski pianista żydowskiego pochodzenia Artur Rubinstein. Jak wspomina w wywiadzie dla Radia Wolna Europa (1982, Genewa), podczas próby przed koncertem przechadzał się po sali koncertowej, usiłując znaleźć polską flagę wśród flag innych narodów. Jej nieobecność wywołała w nim frustrację. Koncert rozpoczął wykonaniem hymnu USA – jednak po odegraniu go nie kontynuował koncertu od razu. Zamiast tego pod wpływem impulsu wstał od fortepianu i oświadczył publiczności, prosząc ją o powstanie:

pokaż spoiler „W tej sali, w której zebrały się wielkie narody, aby uczynić ten świat lepszym, nie widzę flagi Polski, za którą toczono tę okrutną wojnę.

pokaż spoiler A więc teraz zagram polski hymn narodowy”,

po czym wykonał Mazurek Dąbrowskiego.

Wykonanie to nagrodzono gromkimi brawami. Klaskali wszyscy – nawet delegacja Związku Radzieckiego z Mołotowem na czele, a także kierowca autobusu. Wydarzenie to odbiło się echem w mediach, a także prawdopodobnie przyczyniło się do uznania Polski za pierwotnego członka ONZ. Za ów gest patriotyzmu i cywilnej odwagi Rubinstein otrzymał dyplom Polskiej Ligi Sztuk Pięknych, a w 2003 roku odsłonięto ufundowany przez amerykańską Polonię i polskie MSZ pomnik jego osoby w głównej siedzibie ONZ w Nowym Jorku.
Nie był to jedyny przypadek okazania przez Rubinsteina patriotycznej postawy. W czasie I i II Wojny Światowej dawał koncerty charytatywne na rzecz Polski i Polaków, wspierał ich materialnie, a także apelował do rządu USA o ich przystąpienie do II WŚ.

Artur Rubinstein urodził się 28 stycznia 1887 w Łodzi w rodzinie zamożnych mieszczan. Od najmłodszych lat wykazywał zdolności muzyczne, w 1897 wyjechał studiować w klasie fortepianu Karla Heinricha Bartha w Berlinie, gdzie w 1900 roku debiutował. Uważa się, że światową karierę rozpoczął w 1904 roku w Paryżu, skąd odbywał liczne turnées po Amerykach i Europie. W 1932 ożenił się z Anielą Młynarską, z którą pozostał do końca życia, miał z nią czwórkę dzieci. W 1939 na stałe wyprowadził się do Stanów Zjednoczonych. Pomimo tego, że przez niemal całe życie mieszkał za granicą, cały czas doskonale mówił po polsku, czego dowodem jest wywiad, do którego się odwołałem i do którego link zamieszczę niżej. Przed śmiercią kilkukrotnie koncertował w Polsce. Zmarł 20 grudnia 1982 w Genewie. Urnę z jego prochami pochowano niedaleko Jerozolimy na zboczu góry Orah.

Na cześć Rubinsteina są organizowane dwa konkursy pianistyczne (w Tel-Awiwie i Bydgoszczy) oraz festiwal fortepianowy w Łodzi.

Życzę Wam i sobie kolejnych 100 lat niepodległości naszej ojczyzny. A potem się zobaczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dorzucam link do wykonania poloneza Chopina przez Rubinsteina
Poloneza As-dur, op. 53

#patriotyzm #100lecieniepodleglosci #muzyka #historia