Historia instruktora…

Historia instruktora ratownictwa wodnego oraz jego bohaterstwo na plaży koło Mielna. Akcja miała miejsce wczoraj. Uratował kilka osób… Specjalnie do tej historii stworzyłem mema.

„POMOCNY ANONIMOWY PLAŻOWICZ – czyli ja

Dzisiejszy poranek nie wskazywał na to, co może się wydarzyć w piękny słoneczny dzień na plaży nadmorskiej w Łazach, pomiędzy dwoma stanowiskami ratowniczymi rozdzielonymi plażą niestrzeżoną. Czerwona flaga z powodu dużych fal. Jak zwykle na plaży niestrzeżonej amatorzy zabawy na falach – OBECNI 🙂

Wszystko było dobrze do momentu, gdy falowanie się zwiększyło i zaczęło rozdzielać od siebie, a także spychać na bok oddalonych o ok. 50 m od linii brzegowej amatorów zabawy na załamujących się falach. Z plaży wyglądało to niewinnie, ale osoby, które próbowały spływać do brzegu wcale się do niego nie zbliżały. Biegnąca brzegiem pani zaczęła krzyczeć „Jest tu gdzieś ratownik?”, zapytałem „Co się dzieje?” (warto dodać, że na plaży pełniłem rolę plażowicza 🙂 ), a ona na to „Tam ktoś woła o pomoc!”. Szorty, które miałem na sobie ściągnąłem jakąś chwilę wcześniej widząc, że może być niewesoło…

Wbiegłem do wody kierując się w stronę najbardziej oddalonych dwóch pływających. Po przepłynięciu ok. 30 m usłyszałem pierwsze wołanie o pomoc – dwie dziewczyny mówiące po polsku i po niemiecku. Byłem bez „zabezpieczenia ratowniczego”. Jedynym rozsądnym sposobem pomocy – tak mi się wydawało będąc w wodzie – było kilkukrotne podepchnięcie jednej i drugiej dziewczynki w kierunku brzegu. Zrobiłem to chwytając po kolei każdą tonącą za biodra, zanurkowałem i odbiłem się od dna. Poskutkowało. Po przesunięciu dziewczyn w kierunku brzegu (tj. na płytszą wodę) usłyszałem w oddali męski głos wołający o pomoc. Ruszyłem w jego kierunku. Dopłynąłem do mocno zmęczonego mężczyzny, który z trudem poruszał się w stronę brzegu. Korzystając z tego samego sposobu, lecz bez odbicia się od dna – chwyciłem mężczyznę za prawe udo i odepchnąłem od siebie w kierunku lądu. Działanie to powtórzyłem kilkukrotnie. Gdy sytuacja wydała się być opanowana usłyszałem dość głośny krzyk dziecka wołający „Ratunku!”. Zacząłem płynąć w jego kierunku. Zobaczyłem dwie osoby unoszące się na falach – chłopak i dorosły mężczyzna. Podpłynąłem do bliższego mnie chłopca. Zastosowałem tę samą technikę ratowania, co w przypadku wcześniejszego mężczyzny. Po kilku odepchnięciach chłopca w kierunku lądu usłyszałem jego krzyk „Tam został mój tata!”. Kazałem się chłopcu położyć na plecy i chwyciłem go za kark wykorzystując moment, gdzie fale nie załamywały się, zacząłem go holować.

Trudno powiedzieć, ile metrów przepłynąłem – poczułem, że zmęczenie mnie ogarnia i nie jestem w stanie utrzymać ręki na jego karku. Chłopiec zaczął się podnosić, powiedziałem mu powtórnie, żeby się położył na plecach, ale pojawił się znów obszar wody, gdzie fale się załamywały, a chłopiec odpowiedział, że nie umie pływać. Nagle przykryła mnie fala – napiłem się wody. Poczułem, że siły mnie opuszczają. Położyłem się na plecach i pracując nogami głęboko oddychałem. Dryfując do brzegu, oddalałem się od chłopca, z przeświadczeniem, że jemu i jego ojcu nie pomogłem i że oni tam w falach utoną… STRASZNE UCZUCIE. Zatrzymałem się, pozostając w wodzie do wysokości pasa, chciałem chwilę odpocząć i ruszyć do nich ponownie. Gdy łapałem oddech, podpłynęło do mnie dwóch ratowników z plaży strzeżonej ze sprzętem. Zapytali, czy nie potrzebuję pomocy. Poinformowałem ich, że jestem ratownikiem i że w wodzie pozostały dwie osoby. Szczęśliwie ratownicy do nich dopłynęli i razem z nimi dotarli na płytszą wodę. Czując się lepiej, przejąłem od jednego ze zmęczonych ratowników chłopca, któremu udzielałem pomocy w wodzie i wraz z innym mężczyzną wyciągnąłem go na brzeg. Na brzegu przejęli go kolejni ratownicy, którzy już tam byli. Osób, które ratowano było kilka (było to tzw. zbiorowe tonięcie). Tym razem wszyscy zostali wyciągnięci z wody. Po chwili dojechali ratownicy na quadach z Mielna, straż pożarna i policja, a po dłuższej chwili przyleciał helikopter ratowniczy.

Podsumowując: postanowiłem popracować nad kondycją fizyczną, aby nigdy więcej nie doświadczyć tego strasznego uczucia, że mogłem, ale nie byłem w stanie pomóc komuś w wodzie.

Pozdrawiam wszystkich czytelników, a w szczególności ratowników wodnych!
Grzegorz Konieczny – Instruktor – wykładowca WOPR nr 899

PS. Chciałem dodać, że poza licznymi gapiami na plaży byli także inni „anonimowi pomagacze”,m.in. Jacek Jabłoński. Oni też wykonali dobrą robotę :)”

#polska #bohater #wopr #ratownictwo #janusze #historia