Dom Kaźni w Rypinie Przy…

Dom Kaźni w Rypinie

Przy okazji wpisu o bohaterskich komandosach niemieckich warto poczytać co działo się wtedy na zapleczach tej wspaniałej armii.

Ten niepozorny budynek ze zdjęcia był świadkiem bestiastwa i zezwierzęcenia nazistowskich oprawców. Co dla niektórych może być zaskakujące sprawcami nie byli żołnierze SS a więc elity zbrodniarzy Rzeszy a sąsiedzi ofiar!
Konkretnie były to oddziały Selbstschutzu czyli paramilitarnej organizacji mniejszości niemieckiej z terenów II RP.

7 września oddziały Wermachtu wkroczyły do Rypina i szybko zainstalowały się w mieście. Na ulicy Warszawskiej 20 założono placówkę Gestapo. Już przed wojną ok. 10 % mieszkańców powiatu było Niemcami. Chętnie angażowali się w działalność organizacji prohitlerowskich a nawet w działalność tzw. V kolumny. Po opanowaniu powiatu chętnie wstępowali do formowanego przez oficera SS Hermana Kniefalla Selbstschutzu. Wkrótce w szeregach organizacji służyło już kilkuset mężczyzn z powiatu rypińskiego, z czego ok. 50 działało w samym Rypinie. Był wśród nich nauczyciel, ślusarz, murarz, cieśla a nawet pastor – ot niby zwykli ludzie – sąsiedzi. Szybko przystąpiono jak w reszcie kraju do robienia „porządku” a więc do wprowadzenia założeń Intelligenzaktion czyli akcji eksterminacji inteligencji prowadzonej na terenach włączonych do Rzeszy jak i rozwiązywania problemu żydowskiego. Rozpoczęły się masowe aresztowania. Polacy i Żydzi osadzeni w „Domu Kaźni” byli traktowani przez Selbstschutzmanów z ogromną brutalnością. W tym temacie naziści wyróżniali się niezwykłą pomysłowością

Na porządku dziennym było nieustanne bicie (ulubioną „rozrywką” Kniefalla było batożenie na beczce) i wyrafinowane tortury. Więźniów szczuto psami, wbijano im gwoździe w plecy, zalewano usta gipsem. Zdarzały się wypadki mordowania małych dzieci przez rozbijanie ich główek o ścianę. Uwięzione kobiety padały ofiarą gwałtów. Z zeznań świadków wynika, iż najgorsze były noce, kiedy pijani Selbstschutzmani przystępowali do katowania więźniów. Całą noc słychać było wówczas krzyki i jęki torturowanych ofiar, świst nahajek oraz huk strzałów na podwórzu więziennym lub w innych celach. Zdarzyło się ponoć, iż dwie noce były względnie spokojne, gdyż kat odgniótł sobie ręce od pracy przy zabijaniu więźniów….
Na podwórzu przeprowadzano zbiorowe egzekucje. Po egzekucjach ślady krwi na dziedzińcu posypywano piaskiem i zgarniano szuflą do pojemnika na śmieci. Tych których nie zabito nie miejscu wywożono do pobliskich lasów i tam rozstrzeliwano. Do pomocy przy zakopywaniu zwłok brano żydowskich więźniów którzy potem również kończyli w ziemi. Gdy zbliżała się armia Czerwona przystąpiono do zacierania śladów (podobnie robiono w Piaśnicy). Ciała rękami radzieckich jeńców wykopano i palono. Po wykonaniu pracy i ich zamordowano. Szacuje się że przez Dom Kaźni przeszło ok. 1100 osób. W lasach nieopodal prawdopodobnie leży ok. 2000 zamordowanych z powiatu rypińskiego.

Żaden z członków rypińskiego Selbstschutzu nie stanął przed sądem za zbrodnie popełnione jesienią 1939.
Tutaj lista znanych członków tej organizacji biorących udział w tej zbrodni.

Link Link2
#historia #nazistowscyrycerze #historiajednejfotografii #iiwojnaswiatowa