Czwarta niedziela listopada….

Czwarta niedziela listopada. 85 lat od roku 1933.

Najpierw była kolektywizacja i mordercze kontrybucje. Potem zamknięto granice i zakazano chłopom opuszczania swoich wsi. Potem wymyślano kolejne spiski „kułacko-białogwardyjsko-powstańcze”, podżegane szczególnie przez „polsko-petlurowskich emisariuszy”. Radzieckim kozłem ofiarnym stała się obsesyjnie tropiona i uznana za zdradę „ukrainizacja”. A potem przyszedł 1933…

„W obwodzie winnickim przed komitet wiejski przeprowadzono kowala, który ukradł kłosy pszenicy, aby nakarmić troje swoich dzieci. Pobili go, torturowali, wykręcili mu głowę tyłem do przodu, a potem zrzucili go ze schodów. W obwodzie dniepropetrowskim wsadzano ludzi do gorących pieców i trzymano tam, póki nie przyznali się do ukrycia ziarna…
Z upływem tygodni samo pozostanie przy życiu stało się podejrzane: skoro rodzina wciąż żyła, to znaczy, że miała co jeść. Ale skoro miała co jeść, to powinna była to oddać – a skoro nie oddała, to znaczy, że należy do kułactwa, petlurowców, polskich agentów, wrogów…
Ludzie z opuchniętymi nogami o popękanej skórze nie mogli siedzieć. Gdy taka osoba siadała, skóra jej pękała, po nogach zaczynał ściekać płyn, rozchodził się okropny smród i strasznie ją bolało. Dzieciom puchły brzuchy, a głowy wydawały się zbyt ciężkie, żeby szyja potrafiła je utrzymać…
Więcej było trupów niż ludzi, którzy je usuwali…
Na wiosnę 1933 roku nad polami pszenicy unosił się straszliwy fetor: głodni ludzie doczołgiwali się do pola, zrywali kłosy, zjadali i umierali: ich puste żołądki niczego już nie mogły strawić…
Głód zmieniał ludzką psychikę. Tracili zdrowy rozsądek, słabły naturalne instynkty… Po prostu pragnienie jedzenia przewyższało wszystko…
Wszędzie zapadła dziwna cisza. Nikt nie płakał, nie jęczał, nie narzekał. Panowała obojętność: ludzie byli albo opuchnięci, albo całkowicie wyczerpani… Nawet jakby zazdroszczono zmarłym…
Młoda Polka, skazana za szpiegostwo, została zesłana na jedną z Wysp Sołowieckich, gdzie przebywali „ukraińscy kanibale”:
„Opisywali, jak ich dzieci zmarły z głodu i jak oni sami, niemal umierający, gotowali ciała swoich dzieci i je jedli. Działo się to, gdy byli w stanie szoku wywołanego głodem. Później, gdy zrozumieli, co się , stracili rozum. Współczułam im, starałam się być życzliwa, znajdowałam dla nich ciepłe słowa, gdy nadchodziły ich ataki wyrzutów sumienia. To przez pewien czas pomagało. Uspokajali się, zaczynali płakać, a ja płakałam wraz z nimi”.
A potem wszystko zatuszowano.
„Żadnego głodu nie było i nie może być, dostaniecie dziesięć lat odsiadki, jak będziecie tak dalej gadać”. Zmowa milczenia objęła wszystkich: , służbę zdrowia, archiwistów, statystyków zbierających dane do spisu powszechnego, w którym zabrakło ośmiu milionów ludzi. I z tym sobie poradzono. Głównych statystyków po prostu rozstrzelano.

Cytaty z książki Ann Applebaum – Czerwony głód.

#historia #ukraina #rocznicanadzisiaj