Znalezisko – 125 lat temu…

Znalezisko – 125 lat temu urodził się „Ramsay” – jeden z największych superszpiegów Stalina

Richard Sorge, czyli urodzony 4 października 1895 roku agent „Ramsay”, szpiegujący w Japonii na rzecz Związku Sowieckiego, uważany jest za jednego z najważniejszych wywiadowców w historii tego państwa. Jak jego działalność wyglądała na tle całego stalinowskiego wywiadu?

Świat dowiedział się o Richardzie Sorgem wkrótce po zakończeniu II wojny światowej. Paradoksalnie, rozsławili go nie mocodawcy, mający mu wiele do zawdzięczenia, ale ideowi i polityczni przeciwnicy. Międzynarodową sławę zyskał za sprawą szefa komórki wywiadu amerykańskiego w Japonii gen. Charlesa Andrew Willoughby’ego, który w warunkach narastającej konfrontacji z ZSRS starał się odtworzyć i ujawnić wszelkie ślady wcześniejszej działalności zagranicznych siatek sowieckiego wywiadu.

Od tego czasu barwna, otoczona aurą tajemniczości historia Sorgego fascynowała dziennikarzy, publicystów i historyków zachodnich.Niemal jednogłośnie, okrzyknęli go superszpiegiem i najsłynniejszym agentem naszego stulecia. W istocie wiedza o działalności i życiu „Ramsaya”,1 jaką dysponowali, była powierzchowna. Bazowała niemal wyłącznie na wiadomościach zebranych przez Willoughby’ego na podstawie policyjnych źródeł japońskich oraz na w większości niezbyt wiarygodnych, gdyż gęsto koloryzowanych wedle gustów masowego czytelnika, wspomnieniach i relacjach świadków jego tokijskiej epopei, w większości powiązanych z wywiadem niemieckim. 2 Sorge jawił się zatem w poświęcanych mu biografiach niczym archetyp filmowego agenta, zdobywającego najtajniejsze wiadomości wyłącznie w sypialniach pięknych kobiet i zabijającego pozostały czas w restauracyjnych barach nad kolejnymi butelkami whisky… Jak zatem działał superszpieg Stalina?

——
Jeśli interesujesz się historią i lubisz konkretne materiały (takie z rzetelną bibliografią i ciekawymi zdjęciami/filmikami), to zaplusuj komentarz pod tym wpisem – mniej więcej codziennie wrzucam jedno znalezisko i z chęcią bym Cię zawołała (。◕‿‿◕。) #rozowaihistoria
——

Ten wpis jest fragmentem książki, której autorem jest Paweł Wieczorkiewicz. Więcej jest w linku znaleziska.
Fot. Sowiecki znaczek pocztowy z 1965 r. z wizerunkiem Richarda Sorgego (domena publiczna).

#historia #ciekawostkihistoryczne #histmag #ciekawostki #mikroreklama #swiatnauki #liganauki #qualitycontent #swiatnauki #starszezwoje #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #rozowaihistoria #rosja #agenci #tajniagenci #jamesbond #zsrr #japonia #szpiegostwo #szpieg #szpiegujo

Mam sąsiada, który co weekend…

Mam sąsiada, który co weekend organizuje 3-4 osobową imprezę na ławce pod blokiem. Oczywiście poza piciem jeszcze drą mordy. Postanowiłem wziąć sprawę w swoje ręce i oto tę kartkę przykleję mu dzisiaj na drzwi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#patologiazmiasta #historia

Wespazjan – cesarz który…

Wespazjan – cesarz który wprowadził podatek od toalet publicznych

Wespazjan przejął władzę w Cesarstwie Rzymskim w roku 69 n.e. po nie całych stu latach rządów dynastii julijsko-klaudyjskiej. Twórca nowej dynastii flawijskiej, wódz, reformator, a przede wszystkim człowiek oszczędny, który dla potrzeb reperowania budżetu wprowadził podatek od toalet publicznych.

(więcej pod linkiem)

https://www.wykop.pl/link/5726167/wespazjan-cesarz-ktory-wprowadzil-podatek-od-toalet-publicznych/

#rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #listaimperiumromanum #ciekawostkihistoryczne #ancientrome #rzym #ciekawostki #wojsko #europa #swiat #militaria #venividivici

Żołnierz Serbskiej Straży…

Żołnierz Serbskiej Straży Ochotniczej powszechnie znanej jako Tygrysy Arkana, kopie ciało zmarłej Bośniaczki, Jugosławia, Kwiecień 1992
#vaticanoarchive #fotohistoria #historia #jugoslawia #tygrysyarkana #90s #gruparatowaniapoziomu #wikipedia

Azerowie chwalą się…

Azerowie chwalą się postępami:
Azerbejdżan właśnie ogłosił, że po ciężkich walkach udało się dokonać jakiegoś przełomu – zdobyto Madagiz, Alijev przemianował je na Sugovushan. Do tego twierdzą, że zdobyli 7 „wsi”
#armenia #azerbejdzan #swiat #wojna #konfliktynaswiecie #wojsko #karabach #historia #militaria #militaryboners

Klątwa Tippecanoe – pojęcie…

Klątwa Tippecanoe – pojęcie stosowane na określenie powtarzających się zgonów prezydentów Stanów Zjednoczonych w trakcie sprawowania urzędu w pierwszej lub kolejnej kadencji, na którą zostali wybrani w roku podzielnym przez liczbę dwadzieścia. Pierwszym z nich był wybrany w 1840 r. William Henry Harrison, ostatnim – John F. Kennedy (1960). Ronald Reagan, mianowany w 1980 r., został postrzelony, lecz wrócił do zdrowia, a George W. Bush (2000) przeżył zamach na swoje życie, nie odnosząc żadnych obrażeń.

Klątwa, odnotowana szerzej po raz pierwszy w wydanej w 1931 r. książce z serii Ripley’s Wierzcie lub Nie!, zaczęła się od Williama Henry’ego Harrisona, który zmarł w 1841 r. po wyborach w 1840 r. Przez następne 120 lat prezydenci wybrani w roku kończącym się na cyfrę zero (tj. co 20 lat) umierali ostatecznie podczas sprawowania urzędu, począwszy od Harrisona, na wybranym w 1960 r. i zmarłym w 1963 r. Johnie F. Kennedym skończywszy.

Klątwa Tippecanoe wzięła nazwę od bitwy pod Tippecanoe z 1811 r. William Harrison, gubernator Terytorium Indiany, posłużył się dyskusyjną taktyką podczas negocjacji traktatu z 1809 r. podpisanego w Fort Wayne z Indianami, którzy na mocy cesji zrzekli się rozległych połaci ziemi na rzecz amerykańskiego rządu. Traktat ten jeszcze bardziej rozgniewał Tecumseha, wodza plemienia Szaunisów (Szawnisów), przywodząc żołnierzy federalnych i Indian na skraj wojny w okresie znanym jako wojna Tecumseha. Tecumseh wraz ze swoim bratem, Tenskwatawą (zwanym Prorokiem), zorganizował konfederację plemion indiańskich z zamiarem przeciwstawienia się ekspansji Stanów Zjednoczonych na zachód. W 1811 r. oddziały Tecumseha pod dowództwem jego brata zaatakowały armię Harrisona pod Tippecanoe. Bitwa przyniosła Harrisonowi sławę i przydomek Stary Tippecanoe (ang. Old Tippecanoe), a jego sława wzrosła jeszcze bardziej po pokonaniu Brytyjczyków w bitwie pod Moraviantown podczas wojny brytyjsko-amerykańskiej w 1812 r. Legenda klątwy opiera się na jednej z relacji, podającej, że po bitwie, w której zginął sprzymierzony z Brytyjczykami Tecumseh, Tenskwatawa miał jakoby rzucić klątwę na Harrisona i przyszłych mieszkańców Białego Domu, którzy zostaną wybrani na prezydenta w latach zakończonych na tę samą cyfrę co rok elekcji Harrisona.

Wzmianki w mediach

Po odnotowaniu przez Ripleya klątwa ponownie zyskała rozgłos wraz z nadejściem kolejnych przeklętych wyborów. Podobna informacja ukazała się przed dniem głosowania w 1940 r. na łamach komiksowego łamu osobliwości Strange as it Seems Johna Hixa. Pod tytułem Klątwa nad Białym Domem! zamieszczono w niej listę rozpoczynającą się od 1840 – Harrison i kończącą się na 1920 – Harding, a dalej złowieszcze 1940 – ?????? i komentarz: W ostatnich stu latach każdy z prezydentów Stanów Zjednoczonych wybranych w odstępie 20 lat zmarł w trakcie kadencji! Ed Koterba, autor publikowanego w ramach syndykatu prasowego felietonu pt. Assignment Washington, wrócił do tego tematu ponownie w 1960 r.

Gdy zbliżał się rok 1980, klątwa była już na tyle dobrze znana, że Amerykanie zastanawiali się, czy zwycięzca nadchodzących wyborów podzieli los poprzedników. Latem 1980 r. Biblioteka Kongresu miała rzekomo przeprowadzić badania nad pochodzeniem opowieści o klątwie, konkludując, że choć opowieść jest dobrze znana od lat, nie istnieją żadne udokumentowane jej źródła ani wzmianki o niej w publikowanych materiałach. Ubiegający się wówczas o reelekcję prezydent Jimmy Carter został zapytany o klątwę podczas przystanku na trasie kampanii w Dayton 2 października tego roku. Na pytanie jednego ze zgromadzonych Carter odpowiedział: Nie boję się. Gdybym wiedział, że to ma się stać, i tak zostałbym prezydentem, i starał się ze wszystkich sił aż do ostatniego dnia.

Wyjątki

Ronald Reagan nie zmarł w trakcie kadencji po zwycięskich wyborach w 1980 r., pomimo poważnych ran odniesionych w wyniku próby zamachu, zaledwie kilka miesięcy po swoim zaprzysiężeniu. Kilka dni po nieudanym ataku na Reagana felietonista Jack Anderson napisał artykuł pt. Reagan and the Eerie Zero Factor (Reagan a straszliwy Czynnik Zero), w którym stwierdził, że 40. prezydent albo zadał kłam przesądowi, albo ma dziewięć żyć. Podczas sprawowania urzędu Reagan, drugi po Donaldzie Trumpie najstarszy prezydent-elekt w historii Stanów Zjednoczonych, przeżył również leczenie raka okrężnicy. Pierwsza Dama, Nancy Reagan miała podobno zatrudniać jasnowidzów i astrologów, próbując uchronić męża przed skutkami klątwy. Reagan przestał pełnić urząd 20 stycznia 1989 r. i zmarł ostatecznie wskutek choroby Alzheimera 5 czerwca 2004 r., w wieku 93 lat. Jego niedoszły zabójca, John Hinckley Jr., został uznany przez ławę przysięgłych za niepoczytalnego, ale nie ma dowodów na to, że do zamachu skłoniła go wiara w klątwę.

Następny prezydent w przeklętej linii, wybrany w 2000 r. George W. Bush, nie doznał żadnych obrażeń podczas próby zamachu w 2005 r. Dokończył kadencję upływającą 20 stycznia 2009 r. i wciąż żyje. Niektórzy twierdzą, że działanie klątwy zostało przerwane po tym, jak Reagan przeżył zamach na swoje życie.

Jedynym prezydentem, który zmarł w trakcie kadencji, a nie został wybrany w przeklętym roku, był Zachary Taylor – wybrany w 1848 i zmarł w 1850 r. Jednak Taylor także walczył przeciwko Tecumsehowi podczas wojny brytyjsko-amerykańskiej w 1812 r., i niektórzy uważają, że klątwa przyczyniła się również do jego śmierci.

źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kl%C4%85twa_Tippecanoe
#usa #ciekawostki #historia #gruparatowaniapoziomu

W gorących wisi z grubo ponad…

W gorących wisi z grubo ponad tysiącem plusów wpis @InspektorNadzoru, który przedstawia zdjęcie dwóch białych dziewczynek siedzących obok klatki z czarnym chłopczykiem. Według OPa kontekst zdjęcia to francuska okupacja Konga, ludobójstwo jego ludności i traktowanie murzyńskiego dziecka jak zabawki w rękach kolonizatorów. W komentarzach sporo osób wytyka OPowi manipulacje i zarzuca publikowanie fejków, ktoś snuje analogie do współczesności, ktoś żałuje, że dziś tak już nie jest. Jednak prawdziwej historii tego zdjęcia nikt nie opisał, a że wpis jest otagowany #gruparatowaniapoziomu i #historiajednejfotografii to chyba ktoś jednak powinien to zrobić i wyprostować parę nieścisłości.

TL;DR:

pokaż spoiler zdjęcie jest autentyczne (chociaż koloryzowane), opis zamieszczony przez OPa jest z dupy, a spora część komentarzy jest tradycyjnie żenująca

Zdjęcie pochodzi z książki belgijskiego historyka Paula Van Damme’a „Wit-zwart in zwart-wit: samen en toch apart : foto’s en verhalen uit Belgisch-Congo” (pl. Biało-czarne w czerni i bieli: razem, a jednak osobno: zdjęcia i historie z Konga Belgijskiego) wydanej w tym roku, znalazło się nawet na okładce. Autor przez lata w archiwach firm, organizacji i osób prywatnych szukał czarno-białych zdjęć przedstawiających białych i czarnych ludzie mieszkających w belgijskiej kolonii Kongo.

No właśnie, rzecz dotyczy Konga Belgijskiego (dziś Demokratyczna Republika Konga, dawniej Zair, jeszcze wcześniej od nazwy stolicy Kongo-Leopoldville, a po zmianie nazwy miasta Kongo-Kinszasa). Tereny te stały się obszarem belgijskiej penetracji w drugiej połowie XIX w., do tej pory była to na mapie Afryki niemalże biała plama. Wtedy ogarnięty obsesją posiadania kolonii nowy król Leopold II zlecił słynnemu podróżnikowi Henry’emu Mortonowi Stanleyowi przeprowadzenie ekspedycji mającej na celu stworzenie pierwszych stacji handlowych, budowy dróg, zawierania traktatów z lokalnymi władcami – generalnie stworzenia przyczółku do opanowania terenów wzdłuż rzeki Kongo i czerpania z nich zysku. Powstały twór nie był jednak wtedy kolonią belgijską. Król Leopold zdołał przekonać światowe mocarstwa, że powstało Wolne Państwo Kongo będzie jego prywatną własnością, niezależną od belgijskiego rządu i porządku prawnego (Belgia jako kraj odkupie kolonie od króla dopiero w 1908). Argumentacja jakiej użył była bogata w słowa o humanizmie, podnoszeniu standardów życia, niesieniu cywilizacji i oświecenia dzikim ludom, etc. Z praktyką nie miało to wiele wspólnego. Nie będę tu opisywał rabunkowej gospodarki opartej na kości słoniowej i kauczuku, niewolniczej pracy ludności tubylczej i potwornych zbrodni jakich na niej się dopuszczano. Zainteresowanych odsyłam do świetnej i poruszającej książki Duch króla Leopolda. Głód, dziesiątkujące ludność choroby, katowanie nieposłusznych chicotte czyli batem z hipopotamiej skóry, a nawet obcinanie dłoni.

Tak, te miliony ofiar, o których pisze w oryginalnym wpisie OP, to właśnie wtedy, na przełomie XIX i XX wieku – nie w 1955 i nie odpowiada za to jednak Francja. W skład francuskiego imperium kolonialnego również wchodziło Kongo (część Francuskiej Afryki Równikowej, potem Kongo-Brazzaville, dziś Republika Konga) i Francuzi również nie częstowali tam tubylców cukierkami, a praca przymusowa oraz wyzysk były raczej normą niż wyjątkiem od reguły i bunty wybuchały tam jeszcze w latach 30. XX wieku, ale o takiej liczbie ofiar nie może być mowy.
Jeszcze w kwestii formalnej: terminu okupacja, którego używa OP, nie stosuje się do opisu relacji kolonia-metropolia. Ma to niewiele sensu, tym bardziej w interesującej nas kwestii, gdzie zajmowano obszar „dziewiczy”, nienależący w oczach ówczesnych Europejczyków to żadnego uznawanego państwa.

Wracamy do zdjęcia.

Van Damme, autor książki, z której pochodzi, pisze, że zostało zrobione ok. 1955 i należy do kolekcji zdjęć rodziny Van de Meersche, która mieszkała w Kongu Belgijskim na przełomie lat 50. i 60. Zdjęcie jest podpisane następująco:
Czarny chłopiec jest zamknięty w klatce dla ptaków, a dwóm białym dziewczynkom to się podoba. Myślę, że temu czarnemu chłopcowi trochę mniej. Celowe upokorzenie? Nie sądzę. Niewinna dziecięca zabawa? To możliwe. Ale fakt, że (dorosły) fotograf – przypuszczalnie jeden z rodziców – nie dostrzegł w tym żadnego problemu, jest typowym przykładem myślenia kolonialnego. Zdjęcie symbolizuje tzw. normalność. Dlatego zostało wybrane na zdjęcie na okładkę. Trafnie ilustruje podtytuł „Razem, a jednak osobno”.

Nic o tym, że „przyprowadził chłopca ojciec dziewczynek, żeby się mogły zabawić” jak chce @InspektorNadzoru.
Nie mamy żadnych informacji o osobach na zdjęciu, nie wiemy kim są, nie wiemy, gdzie się znajdują, nie znamy ich dalszych losów. O rodzinie Van de Meersche nie dowiadujemy się niczego. Czym się zajmowali, gdzie mieszkali, jak żyli, co robili po wyjeździe z Konga. Mamy opis pełen przypuszczeń i domniemań.

W jednym wywiadzie Van Damme sugeruje, że chłopiec mógł być dzieckiem kogoś z służby domowej, ale tego też nie wie. Nasuwa się mnóstwo pytań: czy dzieci służby bawiły się z dziećmi „białych panów” czy była to sytuacja wyjątkowa? Czy miały ze sobą stały kontakt i utrzymywały zwyczajne relacje? A może były bardziej przedmiotem niż partnerem w zabawie? Przecież nie wiemy czy chłopczyk siedzi w klatce „za karę”, bo dzieci bawią się w więzienie i to oczywiście czarny musi być przestępcą, czy może zaraz nastąpi zamiana ról i do klatki wejdzie któraś z dziewczynek, bo np. bawią się w polowanie i to ona teraz będzie schwytanym lwem. A wreszcie zastanówmy się: czy gdyby na zdjęciu w klatce siedział biały braciszek dziewczynek to czy zdjęcie byłoby w ogóle kontrowersyjne i budziło jakieś emocje? Po prostu, zwyczajna zabawa. A może nadużyciem jest w ogóle interpretowanie zabawy dzieci w kategoriach rasizmu? Czy one w ogóle wiedzą, co to rasa, czy ma to dla nich znaczenie na co dzień, czy ma znaczenie w tej akurat zabawie?

Piszę o tym, bo podobnego typu komentarze są zamieszczone też przy innych zdjęciach. Znalazłem też artykuły recenzujące książkę dość krytycznie, a autorowi zarzucające tendencyjną narrację, nadinterpretowanie, manipulowanie i pisanie pod tezę. Np. zdjęcie szpitala podpisane Apartheid w służbie zdrowia: szpital dla czarnych, ale pod białym kierownictwem
Oczywiście, to rasizm. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby czarni byli lekarzami, pielęgniarkami i dyrektorami szpitali. Czy przez dekady władzy kolonialnej można było wykształcić miejscowy personel? Teoretycznie tak. Ale pierwsza wyższa uczelnia w Kongu powstała w 1954, a pierwszy Kongijczyk ukończył belgijski uniwersytet w 1955. To też dowody rasizmu, ale jak zatem miał funkcjonować szpital dla czarnych z pod kierownictwem czarnych? Lepiej, żeby go wcale nie było?

Albo zdjęcie z rozpoczęcia meczu piłkarskiego jest podpisane: Dwie czarne drużyny, jeden biały: sędzia. Czarne drużyny miały białego trenera, jakby to było naturalne, że biały jest liderem. A w meczu sędziował biały, jakby to było naturalne, że biały zapewnia porządek
Mogło tak być, jak najbardziej. Ale przecież kiedy Brytyjczycy rozpowszechniali futbol po całej Europie i Ameryce chyba nikt nie płakał, że wśród pierwszych trenerów Barcelony dominowali Anglicy a nie rodowici Katalończycy? A może były też inne drużyny z czarnymi trenerami? Może pracowali też czarni sędziowie? Przecież mówimy o książce historycznej, nie przeglądaniu albumu u cioci na imieninach. Jeśli badacz czegoś nie wie, powinien próbować się dowiedzieć, jeśli się czegoś tylko domyśla, powinien wyraźnie zaznaczyć na jakiej podstawie.

Czasem zdjęcia mówią same za siebie, a czasem nie. Zdjęcie jest źródłem historycznym, a źródła można użyć jako klucza do otwarcia drzwi z wiedzą, a można jako pałki do walenia po głowie w myśl klisz ideologicznych z jednej czy drugiej strony barykady. Pełno tego na FB, Tweeterze, Instagramie, np. – szok i niedowierzanie – u Lewisa Hamiltona. Pełno tego w komentarzach do oryginalnego wpisu. Nie róbcie tak.

PS
Posiłkowałem się translatorem Gugla, nie znam niderlandzkiego, a to w tym języku jest napisana książka ze zdjęciem i większość tekstów o niej. Zapewne można znaleźć więcej informacji, jeśli ktoś ma czas i chęci, to sam chętnie poczytam.
Link do kilku zdjęć z książki: https://www.knack.be/nieuws/boeken/in-beeld-foute-foto-s-van-ons-congo/diaporama-normal-1601097.html
Link do zdjęć z kolekcji rodziny Van de Meersche: http://pallas.cegesoma.be/pls/opac/opac.search?lan=F&seop=6&sele=50&sepa=1&doty=&sest=belgique–colonies–congo+(republique+democratique)&chna=&senu=129362&rqdb=1&dbnu=1
#historia #ciekawostkihistoryczne #afryka #belgia #rasizm