CZARNOBYL A SPRAWA POLSKA….

CZARNOBYL A SPRAWA POLSKA. NUKLEARNA KATASTROFA WEDŁUG PRASY PRL

W sobotę, 26 kwietnia 1986 roku, w Polsce i na Ukrainie wstał słoneczny, ciepły dzień. Tysiące ludzi spędziło go na powietrzu, korzystając z pięknej pogody. O tym, co stało się tego dnia w elektrowni atomowej w Czarnobylu, dowiedzieli się później, kiedy niebezpieczeństwo minęło.

26 kwietnia: Bardzo nieudany eksperyment

Ukraina, noc z piątku na sobotę 26 kwietnia 1986 roku. W elektrowni atomowej w Czarnobylu, niedaleko granicy z Białorusią, personel przygotowuje się do przeprowadzenia ryzykownego eksperymentu. Doświadczenie ma pokazać, jak długo, w przypadku awarii, ruch obrotowy turbin generatorów będzie produkować jeszcze energię niezbędną do zasilania awaryjnego sterowania reaktorem. Inżynierowie chcą wiedzieć, ile będą mieli czasu na uruchomienie systemu awaryjnego zasilania elektrycznego.

Eksperyment, któremu poddany zostanie reaktor numer 4, jest spóźniony o 2 lata. Powinien być przeprowadzony, zanim najnowszy reaktor został oddany do użytku. Dla władz istotniejsze jednak wówczas było planowe oddanie konstrukcji. Kolejne opóźnienie – w dzień eksperymentu – decyduje o tym, że w jego trakcie nad procesami przebiegającymi w reaktorze będzie czuwać nieprzygotowana do tych działań nocna zmiana pracowników. Seria błędów niedoświadczonego operatora reaktora – Leonida Toptunowa – i błędne decyzje prącego do wykonania eksperymentu zastępcy naczelnego inżyniera elektrowni, Anatolija Diatłowa, doprowadzają do tego, że w momencie rozpoczęcia właściwego eksperymentu reaktor nr 4 jest w skrajnie niestabilnym stanie.

26 kwietnia. Akcja ratunkowa w nuklearnym piekle

O godz. 1.23.04 załoga elektrowni rozpoczyna eksperyment. W wyniku zbiegu błędów konstrukcyjnych reaktora typu RBMK-1000 i błędnych decyzji ludzi zamiast do zmniejszenia mocy i wygaszenia reaktora dochodzi do wzrostu jego mocy i temperatury.

O godz. 01:24 pierwszy wybuch wysadza ważącą 1200 ton osłonę biologiczną okrywającą reaktor. Zniszczony rdzeń wchodzi w kontakt z chłodziwem. Olbrzymia różnica temperatur doprowadza do drugiego wybuchu, który niszczy budynek reaktora nr 4. Do wnętrza dostaje się powietrze. Izolujące reaktor grafitowe bloki zaczynają płonąć.

Cztery minuty później na miejsce wypadku dociera 14 strażaków, pół godziny później ekipa ratownicza, powiększona już do ok. 100 strażaków, walczy z największymi ogniskami pożaru. O 2.10 udaje się ugasić ogień w pomieszczeniu turbin. 20 minut później strażacy opanowują ogień w głównej komorze reaktora. Godzinę później do elektrowni docierają strażacy z Kijowa.

Porucznik Władimir Prawik, którego drużyna jako pierwsza włączyła się do akcji ratunkowej, zapada na chorobę popromienną i umiera już 11 maja 1986. To, czy strażacy byli informowani o zabójczym promieniowaniu, i czy zdawali sobie z tego sprawę, jest sporne. W reportażu telewizji CBS wykonanym niedługo po katastrofie jeden z jeszcze wówczas żyjących ratowników opisywał uczucie „pinezek i igiełek wbijających się w całą twarz”.

O 6.35 większość pożarów jest już ugaszona. Światło dnia ujawnia ogrom zniszczeń. Jest jednak sobota, dlatego pierwsze informacje prasowe dotyczące katastrofy mogą ukazać się drukiem – także w Polsce – dopiero w poniedziałek, 28 kwietnia. Tak jednak się nie dzieje. Choć już w poranek po katastrofie inżynier Cliff Robinson ze szwedzkiej elektrowni atomowej Forsmark informuje o gwałtownym wzroście poziomów radiacji, których źródło znajduje się na wschodzie. Moskwa milczy. A polska prasa nic nie wie.

Czarnobyl się pali. ZSRR milczy. Polska prasa też

Rządowy komitet pod przywództwem Walerija Legasowa jeszcze wieczorem 26 kwietnia nakazuje ewakuację położonego najbliżej elektrowni i najbardziej narażonego na promieniowanie miasta Prypeć. 27 kwietnia o godz. 14.00 1200 podstawionych autobusów zaczyna wywozić z Prypeci kolejnych mieszkańców. Ludzie mogli zabrać ze sobą tylko to, co najpotrzebniejsze. Z dnia na dzień pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców miasta traci dobytek i mieszkania. Zostawiają wszystko: zwierzęta domowe, meble, samochody, ubrania, mieszkania.

W Czarnobylu wciąż płoną grafitowe bloki izolacji reaktora. To z nich przez 9 dni pożaru przedostanie się do atmosfery najwięcej promieniotwórczych związków. Poziom promieniowania w najbardziej uszkodzonych częściach budowli jest oceniany na 5,6 rentgena na sekundę (R/s) (dawka śmiertelna to 500 rentgenów w czasie 5 godzin). To oznacza, że niektórzy z pracowników elektrowni przyjęli w ciągu kilku minut śmiertelną dawkę promieniowania.

W 1986 roku w Polsce działa Służba Pomiarów Skażeń Promieniotwórczych (SPSP). Koordynuje ją Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej (CLOR) w Warszawie. To właśnie ta instytucja jako pierwsza poinformuje polskie władze o nuklearnej katastrofie w Ukraińskiej SRR. Polskie władze są kompletnie zaskoczone – Moskwa i Kijów nie przekazały im żadnych informacji. Kontrolowane przez komunistyczne władze agencje informacyjne z ZSRR nie podają żadnych komunikatów o katastrofie. Polskie gazety – z braku informacji – milczą. Widoczny na zdjęciu artykuł w tygodniku „Polityka” ukazał się 10 maja.

28 kwietnia: Co zrobi PZPR?

28 kwietnia o godz. 7 rano stacja monitoringu radiacyjnego w Mikołajkach rejestruje ponad pół miliona razy większą od normy aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu. – Do końca życia nie zapomnę (…) słów (asystentki – red.): „Słuchaj, przyszedł teleks ze stacji pomiarowej w Mikołajkach. Radioaktywność powietrza jest tam 550 tys. razy wyższa niż wczoraj” – opowiada w 2006 r. w „Polityce” prof. Zbigniew Jaworowski, specjalista w dziedzinie skażeń promieniotwórczych, który pracował wówczas w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej (CLOR). – Szybko ustaliliśmy także, że fala radioaktywności przesuwa się ze wschodu na zachód. Coś niedobrego musiało się zatem wydarzyć w ZSRR. Nie wiedzieliśmy, (…) czy to poważna awaria reaktora, atak terrorystyczny, a może jakaś demonstracja sowieckich wojskowych, którzy chcą dokonać przewrotu – opowiada Jaworowski.

CLOR ogłasza alarm.

28 kwietnia: Pierwsze informacje o tragedii sprzed 2 dni

28 kwietnia o godz. 18.00 radio BBC podaje, że awaria miała miejsce w Czarnobylu na Ukrainie. Po południu polskie radio i telewizja podają, że poprzedniego dnia nad północną Polską przeszedł radioaktywny obłok. Informują też, że nikomu nie zagraża niebezpieczeństwo. Późnym wieczorem pojawia się oficjalny komunikat radzieckiej agencji prasowej TASS. W informacji mowa jest o „awarii elektrowni”. Kilka minut po 21.00 emitowany w radzieckiej telewizji dziennik „Wriemia” przekazuje komunikat Rady Ministrów ZSRR dotyczący katastrofy. Po raz pierwszy w mediach pojawia się nazwa „Czarnobyl”. O tym, co naprawdę się stało, polskie media napiszą szczegółowo dopiero kilka dni później.

Wieczorem w siedzibie KC PZPR w Warszawie odbywa się narada z udziałem członków Biura Politycznego PZPR, rządu i Komitetu Obrony Kraju. W naradzie uczestniczą też prezes Polskiej Agencji Atomistyki, prof. Jaworowski oraz prof. płk Zenon Bałtrukiewicz z Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii. CLOR proponuje podanie ludności Polski dużej dawki jodu, by zablokować wchłanianie radioaktywnego izotopu tego pierwiastka i zmniejszyć ryzyko zachorowań na raka tarczycy (jod zbiera się w tym organie).

29 kwietnia: Bez paniki przed 1 maja. „Podać płyn Lugola”

Społeczeństwo ZSRR dowiaduje się o eksplozji w reaktorze w Czarnobylu. Po raz pierwszy o tragedii na Ukrainie informują też polskie gazety, choć nie wszystkie poświęcają temu wydarzeniu właściwą uwagę. Władze przygotowują się do obchodów Święta Pracy 1 maja. Ostatnią rzeczą, jaką życzą sobie ludzie PZPR, jest zbiorowa panika zamiast radosnych pochodów pierwszomajowych.

Mimo to powołana przez Biuro Polityczne KC PZPR i rząd komisja decyduje o podaniu Polakom płynu Lugola – wodnego roztworu jodku potasu i jodu pierwiastkowego. Wieczorem po 22.30 49 wojewodów otrzymuje teleks z Inspektoratu Obrony Cywilnej Kraju. W wiadomości są instrukcje dotyczące postępowania w związku ze skażeniem promieniotwórczym. W pierwszej kolejności płyn Lugola muszą wypić dzieci i młodzież z 11 województw północno-wschodniej Polski. To nad tymi rejonami przeszła radioaktywna chmura znad Ukrainy. W ciągu kilkudziesięciu godzin 18,5 mln Polaków wypija płyn Lugola.

Równocześnie jednak szkoły pozostają otwarte, a pierwsze strony gazet pełne są artykułów o nadchodzącym święcie 1 maja. Katastrofa w Czarnobylu relacjonowana jest niewielkimi artykułami, dopiero na czwartych i dalszych stronach gazet można znaleźć artykuły dotyczące atomowego problemu (wyjątkiem jest pierwsza strona Expressu Wieczornego). Gazety nie podają też żadnych szczegółów dotyczących przebiegu awarii i wybuchu, brakuje też zdjęć z miejsca katastrofy.

29 kwietnia: fałszywe informacje rządu

Telewizja Polska informuje, że „radioaktywny obłok jodu znajduje się wysoko nad Polską, że nastąpiło jedynie podwyższenie stężenia aktywnego jodu w powietrzu, tendencja stężenia jest spadkowa i nie stwierdzono podwyższenia stężenia innych pierwiastków”.

– Jest to nieprawda – pisze w 2006 „Tygodnik Powszechny”. Nad Polską rzeczywiście przesunęła się radioaktywna chmura, która zwiększyła w południe stężenie izotopu cez-137 w powietrzu nad Warszawą do wysokości ponad 80 000 razy większej niż średnio rok wcześniej. Z kolei stężenie stężenie izotopu jod-131 wyniosło około 100 bekereli na metr sześcienny (Bq/m3), a dawka promieniowania gamma była około 3 razy większa niż zwykle. Jednak, według późniejszych opracowań Instytutu Problemów Jądrowych „globalna wielkość mocy dawki w ciągu pierwszego roku po katastrofie wzrosła w Polsce średnio o 0,3 milisiwertów (mSv), a więc niewiele w porównaniu z roczną dawką naturalnego promieniowania (około 2,4 mSv)”.

„Spadkowe tendencje poziomu skażenia”. I puste sklepy

Tymczasem w Czarnobylu trwa walka o ograniczenie emisji substancji promieniotwórczych do atmosfery. Śmigłowce zrzucają na ruiny reaktora piasek z mieszaniną boru, dolomitu, ołowiu i gliny. Do 30 kwietnia na gruzach reaktora nr 4 ląduje ponad 1000 ton tych materiałów. Ze względu na obawy wzrostu temperatury resztek reaktora z braku powietrza i ryzyka ponownego wybuchu operację tę niedługo później wstrzymano. Późniejsze badania pokazały, że nie była ona tak skuteczna, jak liczyli ratownicy.

W Polsce Sanepid otrzymuje polecenie mierzenia aktywności promieniotwórczej w niektórych produktach spożywczych, m.in. mleku, mięsie i drobiu. Władze zakazują wypasu bydła na łąkach. Zalecono podawanie dzieciom mleka w proszku, a zwykłe mleko mogło pochodzić wyłącznie od krów karmionych suchą paszą.

Mimo, że gazety pełne są zachęt do uczestnictwa w pochodach pierwszomajowych, a komunikaty prasowe donoszą o „spadkowych tendencjach poziomu skażenia” i „braku zagrożenia dla życia”, z aptek zaczęła znikać jodyna. Zaraz po pierwszych informacjach w telewizji ludzie wykupują ze sklepów mleko w proszku i masło. Podawane są też informacje o konieczności ograniczenia spożycia sałaty, szpinaku, szczawiu, szczypiorku, pietruszki i innych warzyw. „Pod wieczór w Warszawie nastroje były panikarskie” – notuje w swoich „Dziennikach” redaktor naczelny „Polityki” i późniejszy premier PRL, Mieczysław Rakowski.

Prasa PRL kpi z Zachodu. Jak groźny był Czarnobyl?

„Powściągliwość” władzy w informowaniu o katastrofie odnosi skutek: oficjalne pochody pierwszomajowe są podobnie liczne, jak w poprzednim roku. Podczas, gdy blok wschodni świętuje 1 maja, blokada informacji o katastrofie skutkuje pojawieniem się w zachodniej prasie najbardziej nieprawdopodobnych teorii. Nawet BBC napisała o „tysiącach zabitych, chowanych w przydrożnych rowach”. Podporządkowane władzy polskie gazety, równocześnie z publikowaniem utrzymanych w uspokajającym tonie informacji dotyczących niskiego skażenia w Polsce i jego spadku, podkreślały chętnie, jak „kłamliwe” były doniesienia kapitalistycznej prasy.

Średnia dawka promieniowania na całe ciało, jaką w ciągu roku od awarii czarnobylskiej otrzymali Polacy, wyniosła 0,3 mSv. Przewidywana dawka, którą otrzymamy w ciągu 70 lat to 0,9 mSv. Dawka promieniowania naturalnego, które otrzymamy w tym samym czasie, to około 170 mSv. Dane te wskazują, że skażenie po czarnobylskiej awarii nie było aż tak wielkie, jak się spodziewano. Jednak dostępne raporty dotyczące katastrofy zawierają istotne różnice dotyczące wyników różnych badań, zasięgu i siły skażenia oraz jego efektów dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz poziomu skażenia środowiska naturalnego.

Najtragiczniejszy los staje się udziałem tych, którzy uczestniczą w akcji ratunkowej bezpośrednio w pierwszych dniach po wybuchu, kiedy poziomy radiacji wokół czarnobylskich reaktorów przekroczyły wszelki granice bezpieczeństwa. 134 pracowników elektrowni uczestniczących w likwidacji skutków awarii zapada szybko na chorobę popromienną. 28 osób umiera jeszcze w 1986 r.

„Nie ma bezpośredniego zagrożenia”

Tymczasem przez pierwsze dni maja właśnie ci pracujący nad usuwaniem skutków awarii w Czarnobylu ludzie walczą, by nie dopuścić do kolejnej tragedii. Pod grubą na metr betonową podstawą reaktora mieszczą się zbiorniki wodne. Jeśli rozżarzone do białości stopione paliwo z reaktora przetopiłoby się przez beton i dostało do wody, różnica temperatur mogłaby spowodować kolejny wybuch – a co za tym idzie: kolejną falę skażenia.

Prawdopodobieństwo szacuje się na 10-15 proc. Setki wozów strażackich wypompowują większość zmagazynowanej pod reaktorem wody, jednak duża jej ilość wciąż jest na dnie zbiorników. Szaleńcza odwaga trójki ochotników, którzy zanurkowali w skażonym podziemnym sztucznym jeziorze, otworzyli zawory i wypuścili wodę, umożliwia wybudowanie pod reaktorem swego rodzaju betonowej „poduszki”, która ma uniemożliwić stopienie się fundamentów budowli i przedostanie radioaktywnych materiałów do gleby.

W Polsce prasa pisze m.in. o problemach ludności w związku z utrzymującymi się ograniczeniami spożywania niektórych produktów, skutecznym stosowaniu płynu Lugola, „bezwzględnej konieczności mycia” warzyw i raporcie WHO, według którego „nie ma bezpośredniego zagrożenia” poza rejonem kilkudziesięciu kilometrów od Czarnobyla. Gazety porównują też „rozważną i spokojną” reakcję na katastrofę w Szwecji do „drastycznych kroków” i „histerycznej reakcji” we Włoszech.

5-6-7 maja. Wreszcie wiadomo, co groziło Polakom

W ciągu pierwszych dni maja władze Ukrainy wytyczają wokół czarnobylskiej elektrowni strefę bezpieczeństwa o promieniu 30 km, z której wysiedlają wszystkich mieszkańców. Miasto Prypeć staje się miastem duchów. Na pustych polach wokół elektrowni rdzewieje cmentarzysko śmigłowców, wozów strażackich i pojazdów wojskowych, które brały udział w akcji gaszenia pożaru i usuwania skutków eksplozji reaktora nr 4. Do 7 maja 1986 r. wysiedlenia obejmą 116 tys. osób.

Po 10 dniach od katastrofy rozżarzone resztki reaktora i rdzenia przetapiają się przez betonową podstawę reaktora. Radioaktywny szlam spada na dno podziemnych zbiorników. Zbudowana w nich betonowa osłona sprawdza się i zatrzymuje radioaktywny materiał, który do dziś spoczywa na dnie betonowej komory. Sam reaktor nr 4 przykryty jest znajdującym się w coraz gorszym stanie betonowym sarkofagiem.

5 maja 1986 roku „Express Wieczorny” drukuje informację dotyczącą poziomów skażenia w kraju od dnia 28 kwietnia. Wynika z niej, że przez wszystkie dni bezpośrednio po wybuchu w Czarnobylu na terytorium Polski nie było poważnego zagrożenia, a wzrosty poziomów radiacji nie przekroczyły norm.

Polacy powinni to wiedzieć, zanim poszli – lub nie – na pochód pierwszomajowy.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114873,9487061,Czarnobyl_a_sprawa_polska__Nuklearna_katastrofa_wedlug.html

#czarnobyl #chernobyl #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #historiapolski #polska #prl #zsrr #ukraina #pzpr #komunizm #media #propaganda